Europe · 381 Days · 943 Moments · July 2017

4. wyprawa rowerowa 5250,87 km


12 August 2018

"Znam ludzi z kamienia, Co będą wiecznie trwać. Znam ludzi z papieru, Co rzucają się na wiatr. A my, tak łatwopalni, Biegniemy w ogień, By mocniej żyć. A my, tak łatwopalni, Tak śmiesznie marni,  Dosłowni zbyt."
Ostatnią stronę dedykuję mojej kochanej żonie. To dzięki jej wyrozumiałości mogłem uszczypnąć trochę świata, zasmakować nowych przestrzeni oraz... schudnąć 9,3 kg. Dziękuję, Izabell. Ps. Królowa Hiszpanii również wspierała podróżników, jak choćby samego Krzysztofa Kolumba. A każdy przecież dobrze wie, cóż ten Kolumb odkrył oprócz przysłowiowego jajka.
Może zabrzmi to jak reklama KROSSa, ale liczby mówią same za siebie. Otóż rower, który wreszcie znalazł swoje leże w piwnicy, w sumie w terenie pracował 88 dni od chwili zakupu. W tym czasie przejechałem na nim... 9638 km, co daje średnią 109,5 kilometrów na dzień. Sądzę jednak, że zasługa leży również w dobrych rękach serwisantów. 😀
Kończy się rowerowa opowieść na kartach tej wirtualnej książki, która jakby nie było liczy 942 strony. Można zatem śmiało mówić o jakimś opasłym tomisku, które zawiera nie tylko treść, ale również zdjęcia oraz adnotacje czytających. To taki wolumin powstający na żywo. 😀 Lubię liczby i statystyki, jeśli chodzi o temat sportowego wysiłku, którego doświadczam. Każdy dzień skrupulatnie odnotowywalem i podliczałem. Ogłaszam zatem, że podczas tej wyprawy na siodełku siedziałem 10 dni 18 godziny 47 minut i 54 sekundy. Co ciekawe, dziś po skończonej jeździe, najbardziej odczułem drogę. Nawet jakiś skurcz próbował mnie chwycić, co przecież jest niedopuszczalne. Winę upatruję w okropnie zbuntowanym wietrze i we wścibskim ukształtowaniu terenu.
Dystans: 103,68 km. Czas pracy roweru: 4:59:42. Średnia: 20,75 km/h. Maksymalna: 38,27 km/h. Lokalizacja: DOM
97 km.
Powiedzcie mi moi mili, jak to jest. Zanim wyruszyłem w podróż Magda i Paweł sprezentowali mi koszulkę termiczną ze specjalnym nadrukiem. Nosiłem ją w Sztokholmie z wielką dumą. Brat dorzucił również T-Shirt, a do tego okazjonalny baner. Teraz Marlena i Robert wręczają mi prezent w postaci wspaniałej statuetki. Ja ze swojej strony wiozę skromne upominki i trochę mi teraz głupio, że nie mam ich więcej. Ps. W domu otrzymałem kolejne trofea.
74 km. A kogóż to mamy na tym kilometrze?
57 km. Chełmno. Wiatr tak silny, że ledwo utrzymuję się stojąc na moście. Kiedy robiłem zdjęcie w Świeciu, podmuchy przesuwały mi rower.
52 km. Świecie. Zamek krzyżacki.
Dzień 50. Niedziela. 12.08.2018. Ostatni dzień podróży. Pobudkę mam już za sobą. Jeszcze tylko śniadanie i kilka dobrych godzin jazdy rowerem.

11 August 2018

Jeszcze raz, moi Drodzy chcę podkreślić, że bez Was ta wyprawa byłaby po po prostu tylko drogą. A tak stała się drogą z charakterem. 😉 Pokazała, że małymi kilometrami można sięgnąć bardzo odległych celów. A gdzie wybierzemy się za rok? Czas pokaże. Dobrej nocy dla wszystkich. Jutro finisz. Trzymajcie się ciepło i razem. Hej. 🤗
Osobne podziękowania kieruję do pana Tadeusza Pająka, honorowego konsula Finlandii, który zgodził się objąć tę wyprawę swoim patronatem. Dzięki temu nasze podróżowanie nabrało nie tylko większego prestiżu, ale mam nadzieję, że otworzyło okno na Skandynawię, a w szczególności na kraj tysięcy jezior jakim jest FINLANDIA.
Chciałbym podziękować Wam za wierną i stałą obecność na tym blogu. Tak jak już pisałem wcześniej, każdy drobny gest z Waszej strony, przekładał się na dużą porcję energii po mojej, mimo że byliśmy oddaleni od siebie o tysiące kilometrów. Za Waszą pomoc jestem bardzo, ale to bardzo wdzięczny. Podziękowania kieruję do każdego z Was z osobna. Dziękuję rodzinie, znajomym, koleżankom i kolegom z pracy, uczniom i absolwentom (oraz ich rodzicom), a także tym, którzy chcieli z nami po prostu być. Dziękuję za każde polubienie, śmieszny komentarz, każdą prognozę pogody i najmniejszy doping, skromną modlitwę i wiarę, że się uda. A udało się z pewnością! Dziękuję tacie za przygotowanie logistyczne, wygodny nocleg, smaczne obiady, tytaniczną cierpliwość oraz wyrozumiałość względem mojego charakteru (którego odziedziczyłem również po Tykarskich tj. po panu Mieczysławie).
Szanowni sympatycy 4. wyprawy rowerowej. Chciałbym oznajmić, że nasza podróż chyli się ku końcowi. Ile kilometrów pozostało do jej ukończenia? Do głowy przychodzą mi dwa skojarzenia. Pierwsze powiązane jest z numerem sławetnego czołgu "Rudy". Drugie dotyczy nieśmiertelnego pojazdu "Syrenka". Suma summarum jesteśmy już bardzo blisko. Jutro przekraczamy granicę województw bez względu na pogodę. Właściwie już teraz jestem jedną nogą w Toruniu, bo po tych ziemiach dane mi już było jeździć rowerem (i to całkiem niedawno) 😀.
Dystans: 85,43 km. Czas pracy roweru: 4:01:26. (Dokładnie jedna godzina więcej niż wczoraj, co do sekundy. 😉) Średnia: 21,23 km/h. Maksymalna: 46,72 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=53.7475541+18.75113 Gdzieś za lasem odbywa się koncert grupy metalowej. Żurawie nie są z tego zadowolone.
81km.
74 km. Gniew.
51 km. Deszcz. Po prostu świetnie. Rewelacyjnie. Tylko się cieszyć. Do tego jeszcze silny, południowy wiatr. Polska wita mnie czym ma w zanadrzu. Dobrze, że nie sypie gradem albo ulotkami wyborczymi.
34 km.
8 km. Gdańsk.
Jak tylko wyjechaliśmy z promu, spotkała mnie WIELKA niespodzianka. Brat i Rodzina W. czekali na mnie z nadzwyczaj inspirującym plakatem oraz butelką szampana. 😀
Druga rada. Szwedzki alkohol, w porównaniu z naszym, jest drogi. Lepiej przywieźć jakiś z Polski, z mojego ulubionego sklepu, niż wydawać pieniądze na miejscu. Wystarczy na dłużej. Pieniędzy, oczywiście. 😀
A właśnie, alkohol. Przypomniało mi się coś. W Szwecji panuje połowiczna prohibicja. W markecie nie znajdziecie twardych alkoholi, wina również. Jedynie co można kupić to piwo, które jest tak słabe smakowo i procentowo, że miałem wrażenie, że kosztuję wodę nasiąkniętą chmielem. Lepsze trunki znajdują się w sklepach monopolowych. Miałem okazję być w jednym z nich. Otwarty był tylko do 19:00, potem opuszcza się potężne, stalowe rolety. W środku asortyment głównie winny. Jakieś 80% wszystkich trunków. Kolejne 15% tworzą napoje piwne, gatunkowo lepsze od swoich kolegów ze sklepu z naprzeciwka. Zaledwie ułamek wyposażenia stanowiły wódki i whisky. Kiedy tam zaszedłem z tatą, od razu pojawiła się obsługa, bo widocznie mało kto tam zachodzi. Pani zapytała, czy coś doradzić. Grzecznie jej podziękowaliśmy za pomoc.
Dzień 49. Sobota. 11.08.2018. Słońce podnosi się zza widnokręgu. Nie zamierzam jednak wychodzić na pokład, żeby zrobić zdjęcie. W mojej ocenie wschód gwiazdy wygląda tak samo jak jej zachód, tyle że w odwrotnej kolejności. Statek wznosi się i opada. Kiedy się leży, owe rytmiczne kołysanie jest nawet całkiem przyjemne. Pozwoliło mi na szybkie zaśnięcie, choć niektórzy z pewnością by się ze mną nie zgodzili. Sufit tańczy jak po imprezie obficie zakrapianej alkoholem. 😉

10 August 2018

Zamyka się rozdział "Sverige", który trwał przez 1670,73 kilometrów. To najdłuższy odcinek poświęcony danemu krajowi, w którym spędziliśmy również najwięcej dni. Jaka jest Szwecja, każdy z Was dobrze wie - dzika północ i nieco bardziej cywilizacyjne południe. Wracamy do domu. Do Gdańska mamy zawitać o dwunastej, dlatego nie będę zbyt długo siedział na siodełku. Najważniejsze, żeby wydostać się z miasta. Liczę na przychylną prognozę. Prom pruje falę. Według opinii pana Mieczysława, który podczas służby zasadniczej służył w marynarce wojennej, posiada ona drugi stopień w skali Bufforta. Niby nie dużo, lecz odczuwalnie, zwłaszcza podczas chodzenia.
Najpiękniejsza kobieta świata. 😉
W kajucie. Każda z nich jest wyposażona w toaletę, prysznic, umywalkę i kilka wieszaków. Dodatkowo do dyspozycji pasażerów są stolik, małe biurko z trzema półkami oraz krzesło. Klimatyzacja działa wzorowo. Niektórzy podróżni, którzy zrezygnowali z tych wygód, śpią w śpiworach rozłożonych w holach.
Wspólny wyjazd dla dużych i małych pojazdów sprawił, że zanim się zaokrętowaliśmy, musieliśmy czekać ponad godzinę. Pierwszeństwo mieli więksi. W Tallinie organizacja przebiegała zupełnie inaczej. Ciężarówki i autobusy były odseparowane od osobówek. Wszystko zależy od budowy jednostki pływającej.
Nynäshamn. Urząd miasta i kościół.
Dystans: 59,72 km. Czas pracy roweru: 3:01:26. Średnia: 19,74 km/h. Maksymalna: 43,81 km/h. Odebraliśmy bilety w terminalu. Rower znalazł swoje miejsce w samochodzie. Tata i ja musimy się stawić na odprawę o 15:00. Dziewczyny mają swoją dwie godziny później. Zalokujemy się w kajutach. Będę musiał wziąć prysznic i się przebrać. Obecnie siedzimy w małej restauracji w centrum miasteczka. Dziewczyny zjadły lunch.
57 km. Ostatnie szwedzkie miasto na trasie.
No to ruszamy. Rodzina dołączy do mnie w Nynäshamn. Pan Mieczysław je tam zawiezie.
Dzień 48. Piątek. 10.08.2018. Nagłówek napisałem. Resztę dopiszę później. Trzeba zjeść śniadanie i pozbierać swoje rzeczy.

9 August 2018

Walizki spakowane. Rower przygotowany. W głowie Reiesefieber. W Nynäshamn chciałbym być przez popołudniowymi opadami. Będzie pod wiatr. Im bliżej morza tym wiać będzie silniej. Trzeba zamknąć rozdział "Sverige", mimo tej niedogodności. Jesteśmy tu nazbyt długo.
Dzień 47. Czwartek. 09.08.2018. Rozpoczynając opis w dzisiejszym dniu, pozwolę sobie na zamieszczenie dwóch zdjęć otrzymanych od Rafała, zachowując jednocześnie tematykę szwedzką. Pierwsza fotka zostało zrobiona w Karlskronie. Druga natomiast przedstawia wiatrak Sandvig na wyspie Olandia.

8 August 2018

Każdy upływający dzień coraz bardziej wpływa na naszą kondycję fizyczną. Przeszliśmy tylko 8,70 km, dlatego Iza popołudniem wybrała się na spacer po okolicy, żeby mieć na swoim koncie pełną dziesiątkę. Zatłoczone metro, brak klimatyzacji w wagonach i awarie na trasie były przyczyną, że na kwaterę wracaliśmy aż półtora godziny.
Plac Gustawa Adolfa z widokiem na operę.
Kościół świętego Jakuba. Całkowicie za darmo. Nie trzeba uiszczać opłaty za wstęp. W średniowieczu na miejscu obecnego Kungsträdgården stała niewielka kaplica pod wezwaniem św. Jakuba, patrona wędrowców. Zniszczył ją wraz z innym stojącym w pobliżu kościółkiem król Gustaw I Waza w XVI wieku. Jan III Waza chciał zbudować dwie nowe świątynie. W 1580 zaczął stawiać kościoły św. Jakuba i św. Klary. Kościół św. Jakuba konsekrowano jako pierwszy w 1643 roku. Od tej pory kilkakrotnie go przebudowywano.
Przedzieramy się przez dzielnicę handlową. Sztockholmskie autobusy mają kolor z dzieciństwa.
Wracamy autobusem do centrum.
Kultowy komputer - ATARI 😀 - oraz kalkulatory i liczydła.
Artykuły gospodarstwa domowego.
Przedmioty wykonane przez drukarkę 3D.
Pojazdy.
Muzeum techniki. Obok niego muzeum policji, a po przeciwnej stronie muzeum etnograficzne. Sztokholm bryluje pod względem ilości tego typu obiektów. Jest ich tu ponad osiemdziesiąt.
Dzień 46. Środa. 08.08.2018. Hej, pozdrawiam Was wszystkich z samego rana. Obyście mieli udany dzień. W pierwszej kolejności witam Alicję i Rafała Ż., którzy zmierzają promem na szwedzką ziemię. Ich celem będzie wyspa Olandia. Do nich mam teraz najbliżej. 😉 Co nas dzisiaj czeka? Pojedziemy sobie do muzeum techniki.

7 August 2018

Jesteśmy już na kwaterze. Nasze wędrowanie objęło 11,7 kilometrów. W centrum odkryliśmy miłą knajpkę, gdzie serwują smaczne jedzenie, i co najważniejsze, za uczciwą cenę (zbliżoną do polskich realiów). Smakowało wszystkim. Zamierzamy stołować się w niej również i jutro. Poza tym zaopatrzyliśmy się w drobne pamiątki. Ceny nie są tak wysokie jak w Norwegii, jednak odczuwalne dla kieszeni. Magnesy zatem nie wchodziły w rachubę. Nie mogłem się oprzeć i sprawiłem sobie T-Shirt. Oczywiście koszulka będzie ubierana tylko od święta, gdyż ma charakter pamiątki-wspomnienia. Wieczorem poprawiłem relację i wrzuciłem na blog dodatkowe zdjęcia. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wspólną wycieczkę.
W pobliżu parlamentu spotkaliśmy sympatycznego liska, który swoją pozą i wyglądem przypomina jedną z bohaterek z baśni pana Andersena. Szczególnie zimą rzeźba musi robić duże wrażenie.
Riksdaghuset – siedziba parlamentu szwedzkiego i Szwedzkiego Banku Narodowego. Budynek znajduje się na Helgeandsholm, został oddany do użytku w 1905. Wyposażenie głównej sali stanowią ławy ze szwedzkiej brzozy i boazeria z fińskiej brzozy rzeźbiona w Norwegii. Znajduje się tam także duża tkanina dekoracyjna Elisabeth Hasselberg-Olsson, zatytułowana Wspomnienie krajobrazu z 1983. Dawne sale dwuizbowego parlamentu służą obecnie spotkaniom większości parlamentarnej.
Panorama miasta z widokiem na parlament. Ruch rowerowy, mimo że bardzo widoczny, nie dorównuje temu z Berlina czy Paryża.
Okazałość w każdym calu. Na zdjęciu pierwszym, patrząc od prawej, znajduje się budynek należący do wydawnictwa Norstedts. Z kolei zdjęcie drugie przedstawia dom rycerstwa. Prowadzi się tu rejestr szwedzkiej szlachty.
Stadshuset – zbudowany w latach 1911-1923. Uznawany jest za jeden z symboli stolicy Szwecji. Architektem ratusza był Ragnar Östberg, zainspirowany weneckim Pałacem Dożów, zaliczany do najważniejszych budowli stylu narodowo-romantycznego. Od roku 1934 w sali błękitnej (Blå hallen) ratusza wydawane są 10 grudnia, każdego roku, uroczyste przyjęcia na cześć laureatów Nagrody Nobla. Gośćmi honorowymi bankietu są m.in. członkowie Szwedzkiej Rodziny Królewskiej.
Na nadbrzeżu natknąć się można na rzeźbę przedstawiającą Everta Axela Taube, szwedzkiego pisarza, artystę, kompozytora i piosenkarza. W tle ratusz miejski.
Widok na wyspę Södermalm.
Na wyspie rycerskiej (Ridderholm) bije sztockholmskie serce. Uważa się, że Birger Jarl Magnusson jest założycielem miasta. W 1288 roku odnotowano pierwszą kamienną budowlę - 25 metrową wieżę, bez wątpienia mającą charakter obronny. Wokół niej wyrosło z czasem drewniane grodzisko. Dziś znajdują się tu kamienne kamienice oraz kościół rycerzy.
Powróciliśmy na Starówkę. Na tyłach kościoła fińskiego można znaleźć rzekomo najmniejszą postać człowieka na naszym kontynencie. Dla porównania podsyłam Wam największą, prosto z Monachium.
Drugim punktem dnia jest pobliski ogród botaniczny. Akwen, którego można dostrzec pośród drzew, to oczywiście nasz Bałtyk. 😀 Jest on tak wysłodzony, że jego brzegi porastają kępy trzcin.
Fauna Szwecji.
Muzeum historii naturalnej oferuje darmowe wejście.
Tunnelbana.
Dzień 45. Wtorek. 07.08.2018. Muzeum historii naturalnej jest naszym dzisiejszym punktem dnia. Pojeździmy tunnelbaną tj. metrem. Gdyby nie remonty, mielibyśmy tylko jedną przesiadkę, a tak czekają na nas trzy. Po zwiedzeniu muzeum wracamy do centrum. Pokręciny się po uliczkach, których jeszcze nie znamy.

6 August 2018

Na koniec relacji Karolina przesyła pozdrowienia i życzy miłego wieczoru. 😉
Powoli zmęczenie dawało się we znaki. W związku z tym ścieżką wzdłuż nadbrzeża wróciliśmy na nasz prom. Następnie w podreptaliśmy do metra. Akurat linia 17, z której korzystamy, przez okres letni jest remontowana na pewnym odcinku. Zmuszeni zostaliśmy na korzystania z dwóch męczących przesiadek. Jeśli do czego dziennego spacerowania, dorzucić długi marsz do ulubionego sklepu, to dziś pokonaliśmy 13,3 kilometrów.
Na wyspie znajduje się wiele muzeów, jak na przykład muzeum poświęcone historii zespołu ABBA, czy też muzeum nordyckie oraz muzeum Vasa. Te dwa ostatnie widoczne są na zdjęciach.
Wśród dorobku literackiego Astrid Lindgren znajduje się ponad 20 powieści i zbiorów opowiadań dla dzieci, a ponadto sztuki teatralne i słuchowiska radiowe. Wiele z jej powieści zostało sfilmowanych. Książki o Pippi Pończoszance stały się największym szwedzkim bestsellerem wszech czasów dla dzieci. 
Udając się w kierunku pomnika słynnej pisarki, naprzeciw wyszła nam Mickey Mouse. Najpierw zachęcała do zrobienia zdjęć, a potem zarządzała opłaty. Cóż to za bezczelność. To jakiś szwindel. Przebieraniec, a nie prawdziwa Mickey.
Były też inne atrakcje, jak choćby dom strachów. Ten niestety wymagał dodatkowej opłaty i dużej porcji odwagi. Głównie dominowały karuzele, coastery oraz windy. Kolosalnym minusem parku rozrywki to ogromna ilość odwiedzających. Do niektórych miejscach trzeba było czekać aż po 50 minut z racji na wielkie zainteresowanie. Próbowaliśmy trzymać kolejkę na naszych dwóch dziewczyn, lecz to nie miało sensu z powodu wąskich przejść między barierkami. Każdy zatem musiał wystać swoje. Ogólnie patrząc Agata skorzystała z atrakcji przeze mnie ponumerowanych. Na inne nie miała już chęci i woli czekania. Mimo to w lunaparku spędziliśmy ponad trzy i pół godziny. Z kolei czystej frajdy uzbierołby się może z jakiś kwadrans.
Nr 7.
Nr 6.
Nr 5. Mini rollercoaster.
Nr 4. Lustra śmiechu.
Nr 3.
Nr 2.
Agata skorzystała z atrakcji nr 1. Iza wolała zostać na dole.
Jesteśmy w Lunaparku "Tivoli Gröna Lund". Pan Mieczysław otrzymał darmową wejściówkę. Nasza rodzina musiała uiścić opłatę plus wykupić karnet na atrakcje. Z racji na cenę i chęci wzięliśmy tylko dwa karnety - dla Agaty i Izy.
Płyniemy na wyspę, której nazwa widnieje na burcie promu. Bilety, zakupione wczoraj, upoważniają do skorzystania z tego środka transportu. Oczywiście istnieje tu cała flota prywatnych przewoźników, gdzie komfort podróży jest znacznie wyższy. A tak płynie z nami trzystu (bądź mniej) podróżnych. Wokół rozbrzmiewają liczne języki. Najbliżej mamy do hiszpańskiego.
Król Gustaw III i królowa Izabella Kastylijska
Metrem dotarliśmy do zamku królewskiego. Stąd zaczynamy dzisiejszą wycieczkę.
Dzień 44. Poniedziałek. 06.08.2018. Mam nadzieję, że będę tym, który jako pierwszy złoży jak najbardziej szczere życzenia wszelkiej pomyślności Alicji R. i Marlenie D., które świętują dziś swoje urodziny. 🎂💐 Jednocześnie podejrzewam, że będę ostatnim w kolejce z gratulacjami dla naszej solenizantki Marleny i jej męża Roberta, którzy trzy dni temu obchodzili swoją rocznicę zawarcia związku małżeńskiego. Mam nadzieję, że mi wybaczycie to niedopatrzenie, uwzględniwszy fakt, że w ten dzień mój telefon nie cieszył się zbyt dobrą kondycją w łączności. Tak więc wszelkiego, co najlepsze dla naszej pary i bohaterek dnia. 😀

5 August 2018

Uzupełniłem i poprawiłem dzisiejsze wpisy, korzystając z wiedzy Wikipedii. Nie ukrywam, że sortowanie zdjęć i ich podpisywanie, kosztuje mnie nieco czasu. Sądzę jednak, że ten skromny wkład, uatrakcyjni zwiedzanie Sztokholmu w sposób, jaki my przeżyliśmy. Jutro dalsza część. Zapraszam już teraz. Sam jestem ciekaw tego, co przygotowała Iza, która siedzi przed komputerem i sprawdza co w trawie piszczy.
Czas podsumować dzień. Według krokomierza przeszliśmy dziś 13,5 kilometra. Zamierzaliśmy odwiedzić dwa muzea, które mieszczą się w tym samym budynku. Mówię tutaj o muzeum tramwajów i muzeum zabawek. Niestety, jak to bywa w Szwecji, obiekty zostały niespodziewanie zamknięte do czasu zakończenia prac remontowych. Zostaną udostępnione dopiero w maju 2019 roku. Wstęp do kościoła niemieckiego został opodatkowany, dlatego zdjęć za dużo nie zrobiliśmy. To się tyczy również zamku królewskiego. Całodzienny marsz sprawił, że postanowiliśmy wrócić do domu. Tym razem już nie na piechotę. Znajomość języków obcych przydaje się w każdej sytuacji. Również przy zakupie biletów. Pan w okienku był bardzo miły. Doradził, żeby kupić bilety nie u niego, ale w kiosku obok, żeby było taniej. Tak też uczyniliśmy.
Po zakupie biletów 72-godzinnych, skorzystaliśmy z usług komunikacji miejskiej, aby powrócić do naszej bazy wypadowej.
W drodze powrotnej natknęliśmy się na kamienicę, która swoją fasadą mocno przypominała naszą toruńską z gwiazdą na szczycie. Kawałek skrzydła mewy, uchwyconego w kadrze, wskazuje na ów kamienicę.
...i to przed ulewnym deszczem, który na szczęście nie trwał długo.
Zdążyliśmy zobaczyć nawet zmianę warty...
Zamek królewski. Oficjalnie obwieszczam, że Szwecja została zdobyta. 🇸🇪 Pierwsze umocnienia pojawiły się na wyspie Stadsholmen w X wieku. Twierdzę Tre Kronor (Trzy Korony) wybudowano w połowie XIII wieku, a w następnym stuleciu stała się ona królewską rezydencją. Jan III Waza polecił w 2 poł. XVI wieku przebudować stary zamek na renesansowy pałac, przy projektowaniu którego udział brali włoscy budowniczowie de Pario (znani z wcześniejszych realizacji m.in. z Brzegu na Śląsku). Pałac ten spłonął doszczętnie w 1697 roku. Na miejscu starego pałacu renesansowego architekt Nicodemus Tessin młodszy zbudował nowy pałac w stylu baroku rzymskiego z fasadą na wzór włoski i wnętrzami, których francuski charakter tonowały wpływy szwedzkie. Pierwszym mieszkańcem pałacu został król Adolf Fryderyk w 1754 roku.
W sklepie z pamiątkami.
Sympatyczny pan coś wypatrzył na dachu kamienic jednej z okolicznych kamienic. Postanowiliśmy to sprawdzić.
Święty Jerzy walczący ze smokiem.
Kościoł niemiecki. Zbudowanie kościoła jest skutkiem wpływów niemieckich w Sztokholmie w XVI wieku - już od XIII wieku w mieście osiedlali się niemieccy kupcy i rzemieślnicy, co wiązało się z ekspansją Hanzy w basenie Morza Bałtyckiego a to z kolei spowodowało z czasem powstanie zboru. Obecny kościół powstał w wyniku rozbudowy wcześniejszego, używanego od 1576 roku. Pierwotna wieża kościelna pochodziła z 1618 roku ale spłonęła w wyniku pożaru w 1878 roku. Obecna wieża kościelna jest rezultatem odbudowy z 1886 roku i mierzy 95,70 m. Wnętrze łączy cechy niemieckiego późnego renesansu oraz baroku. Posiada królewską emporę z 1672. Ambona z 1660 wykonana jest z hebanu i alabastru. Ołtarz został wykonany w latach 40. XVII wieku. W południowym portyku znajdują się rzeźby Jobsta Hennena z 1643 roku przedstawiające Jezusa, Mojżesza oraz alegorie Wiary, Nadziei i Miłości.
W najstarszej części miasta, ciasne uliczki przypominają troszkę stolicę portugalską. Znajduje się tu niezliczone mnóstwo małych sklepików z pamiątkami, antykwariatów, kawiarni, knajpek oraz lodziarni.
Najstarsza dzielnica miasta - Gamlastan.
Niektórzy badacze wywodzą nazwę miasta od stock – pień, pal, belka i holme – wyspa, wysepka. Miasto po raz pierwszy pojawia się w staroskandynawskich sagach jako Agnafit (lub Agnefit) i jest łączone z mitologicznym królem szwedzkim, Agne. Pierwszy raz Sztokholm pojawia się w dokumentach w roku 1252. Rozwój miasta rozpoczął się w XIII wieku od części zwanej dzisiaj Gamla Stan – Stare Miasto. Za założyciela miasta uważany jest Jarl Birger Magnusson, dzięki któremu miasto bardzo szybko uzyskało duże znaczenie w handlu. Po okresie walk szwedzko-duńskich w XV i XVI wieku, w 1523 Sztokholm został zdobyty ostatecznie przez Gustawa I Wazę. Od tego czasu też siedzibą szwedzkich królów był zamek Tre Kronor. W 1697 roku pożar strawił większość budowli i od 1754 rodzina królewska zamieszkała już w Pałacu Królewskim. W 1776 roku powstała tu Akademia Szwedzka.
Na wyspie Södermalm kierujemy się ku kościołowi Zofii. Budowę kościoła rozpoczęto w 1902 na szczycie wysokiego (46 m n.p.m.) wzgórza Vita Berget. Cztery lata później konsekrowano kościół, który otrzymał wezwanie Zofii na cześć małżonki króla Oskara II, Zofii Wilhelminy Nassau.
Spacerem zmierzamy do serca miasta.
Rozpoczynamy wędrówkę. Na początek ciekawostka - w stolicy Szwecji rozróżniamy przejścia dla pieszych męskie i damskie.
Na dziś jest zaplanowane zwiedzanie sztokholmskiej Starówki. Jak na razie wszyscy śpią, choć pewnie tata, z przyzwyczajenia, chciałby już przygotowywać śniadanie. Bądźcie proszę cierpliwi. Fotorelacja z pewnością się pojawi. Życzę Wam miłej i słonecznej niedzieli. ☀
Dzień 43. Niedziela. 05.08.2018. Minął już dobry miesiąc od kiedy miałem okazję spać w czystej pościeli, z dala od wszelkiej maści insektów. Ośmielę się wysunąć tezę, że w Sztokholmie spało się nawet lepiej niż w Tallinie. Z pewnością dlatego, że lwią część wyprawy mamy już za sobą. Pozostało tylko dotarcie do promu. Ten środek transportu znajduje się w Nynäshamn, mieście oddalonym od lokum o jakieś 55 kilometrów. Stamtąd popłyniemy do Gdańska. Etap Polski liczyć będzie 190 kilometrów, a więc ostatnią noc spędzę jeszcze w Skodzie. Do domu dojadę dzień później od dziewczyn. Te odbierze mój szanowny Brat tuż po tym, jak dopłyniemy do stolicy Pomorskiego. Zakładam zatem, że czwarta wyprawa rowerowa liczyć będzie 5250 kilometrów.

4 August 2018

Pierwszy spacer po mieście.
Nareszcie razem. 😀 Wraz z przybyciem moich dziewczyn, powróciła i telefonia. Nie ma to jak kobieca moc.
Journiści, mam prośbę. Czy ktoś z Was może zadzwonić do PLAY i zapytać, dlaczego nie mamy możliwości połączenia się ze szwedzkimi operatorami? Ogromnie byłbym wdzięczny. Dzięki Waszemu zaangażowaniu wszystko jest jasne. PLAY ma awarię nadajnika, który wysyła sygnał na całą Skandynawię. Czekamy zatem na usunięcie usterki.
W mieszkaniu. Niestety nie znalazlem pralki. Pranie wykonałem w sposób tradycyjny w bardzo gorącej wodzie. Przydałaby się większa wiedza chemiczna na temat tej substancji, która powstała na skutek czyszczenia skarpetek, spodenek i koszulek, które były w użyciu przez ostatnie czterdzieści dni. 😁 Może nawet jakiś pierwiastek promieniotwórczy się wydzielił.
Dotarliśmy do punktu zbiórki. Właściciel jeszcze wczoraj pisał, że wyjeżdża na weekend. Niezakluczone drzwi mają zostawić wynajmujący przed nami. Zobaczymy. Mam tylko chwilowy dostęp do Internetu. Telefonia jest nieosiągalna. Dostępne są trzy sieci, które za żadne skarby świata nie chcą nawiązać połączenia z moim telefonem. U taty to samo. Zaczyna mnie to niepokoić. Dystans: 14,50 km. Czas pracy roweru: 0:45:29. Średnia: 19,12 km/h. Maksymalna: 36,80 km/h.
12 km. Piąty tysiąc kilometrów wyprawy znajduje się przy tej sztokholmskiej autostradzie.
10 km.
Dzień 42. Sobota. 04.08.2018. Przez około piętnaście kilometrów będę jechać rowerem. Drugą połowę przejadę z tatą w samochodzie, aby uniknąć pogrubienia się w arteriach miasta. Tak wygląda plan na dzisiejszy wysiłek. Być może codzienność go zmodyfikuje. Wciąż brak zasięgu. 😕 Internet również na wakacjach.

3 August 2018

Telefonia nadal nieczynna. Mam tylko dostęp do Internetu, który pojawia się jak odpływ i przypływ.
O 16:30 padł zasięg telefoniczny. Szwecja bryluje w takich niespodziankach, o czym pisałem już wielokrotnie. Ale że tu, na przedmieściach stolicy (?!) 😵. W głowie się nie mieści. Nakręciłem jeszcze dodatkowe 7 kilometrów, aby móc skontaktować się z rodziną. Na próżno. Istna katastrofa. Powiem Wam szczerze. Kraj ten tak bardzo mocno wszedł mi za skórę, że odechciewa mi się dalszej podróży po jego drogach. Dlatego dobrze się składa, że jutro ostatni dzień kręcenia kołami przed długą przerwą. Podaję zaktualizowane dane: Dystans: 37,17 km. Czas pracy roweru: 1:55:52. Średnia: 19,24 km/h. Maksymalna: 39,00 km/h. Lokalizacja bez zmian: https://maps.google.com/maps?q=59.4737517+18.0053817
Jednak pan donosiciel zameldował się u właściciela pola. Ten drugi już z wyglądu nie należał do osób życzliwych. Odjechaliśmy kawałek dalej, aby mu się naprzykrzać, skoro tak mocno naruszyliśmy jego królewską prywatę. Na razie jesteśmy koło drogi równoległej do ekspresówki. Czekamy na koniec dnia.
Dziewczyny jadą już do Gdańska. Zawozi je Kamil. To kolejny życzliwy gest ze strony sąsiada. O 18:00 prom wypływa do Nynäshamn. Morska podróż zajmie osiemnaście godzin, czyli Szwecję dziewczyny zobaczą w południe dnia jutrzejszego. O tej godzinie meldujemy się na kwaterze. Znajdziecie nas pod tym adresem: Ystadsvägen 114, dzielnica Björkhagen. Jutro pojeżdżę rowerem też nie za wiele. Być może będzie tak, że załaduję go na samochód, aby pomóc tacie w nawigowaniu.
Podmiejskie dzielnice zaczynają się już tuż tuż. Znalazłem miejsce położone blisko ruchliwej 265. Zaszedł tu jakiś przechodzień sprawdzić cośmy za jedni. Powiedział, że zna właściciela pola, który mógłby być niezadowolony, że tu jesteśmy. Sam jednak nic nie miał przeciwko temu.
21 km. Runy z 1000 roku.
4 km.
Dzień 41. Piątek. 03.08.2018. Typowym szwedzkim przywitaniem jest proste "hej", które równe jest naszemu "cześć". Tak też zaczynam ten dzień, mimo że zdjęcie uprzedziło mnie o cztery godziny. Samoloty już też pobudziły się na całego. Zjem śniadanie, zrzucę szczecinę z twarzy, wyszukam w Sieci porządną miejscówkę na dziś. Zbliżymy się do Sztokholmu o następny kawałeczek drogi. A wiadomo jak jest. Im bliżej miasta, tym więcej domów. Nie chciałbym rozbijać się w czyimś ogródku lub na polu golfowym.

2 August 2018

Podczas drugiej wyprawy rowerowej w moim zamiarze leżała chęć odwiedzenia Fátimy dokładnie trzynastego lipca. W Uppsali chciałem się pojawić drugiego sierpnia. Moje pragnienia się ziściły zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku. Założenie czasowe z dyscypliną pracy roweru perfekcyjnie się synchronizowały. Podpasowała też pogoda. Kolejny cel wyprawy został uchwycony. Bardzo się z tego cieszę. Odwiedziłem katedrę - wspaniałe miejsce nie tylko pod względem dziejów, ale również osobistych wspomnień. Dziś nocujemy pod autostradą powietrzną, która krzyżuje się z drogową i kolejową. Dzieje się zatem wiele. Jutro jedziemy kawałeczek, może dwie dziesiątki kilometrów. A pojutrze... "Och życie, kocham cię, kocham cię, kocham cię nad życie..."
Dystans: 51,24 km. Czas pracy roweru: 2:33:21. Średnia: 20,04 km/h. Maksymalna: 49,04 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=59.5990467+17.9063017 Pan Mieczysław przygotował na obiad rewelacyjne flaczki. Tylko chleb szwedzki mógłby przypominać bardziej nasz. Na deser spałaszowałem słodką kukurydzę zakupioną w moim ulubionym sklepie. Dopiero później się zreflektowałem, że jest ona przesiąknięta słoną wodą. Szwedzi mają jakąś manię - wszystko solić do przesady. Może przyczyna leży w ich zamiłowaniu do morza?
35 km. Kolejna granica administracyjna.
32 km. Loppis czyli pchełka. Tego typu drobnych, przydomowych sklepików da się zauważyć dość często w tym rejonie Szwecji. Sprzedaje się w nich starocie, rzeczy zużyte i w większości zapomniane. Ten pchli targ jest akurat zamknięty.
29 km.
27 km. Ciekawy pomysł i wykonanie. Konie na drugim planie są już prawdziwe. 😁
26 km.
18 km.
Ostatni widok na katedrę i żegnamy się z Uppsalą.
Pozostałości po zamku królewskim. Zamek w Uppsali (szw. Uppsala Slott) – XVI-wieczny zamek wybudowany w czasach, gdy Szwecja była jedną z europejskich potęg. Odegrał dużą rolę w historii tego kraju. Konstrukcja zamku została zapoczątkowana przez Gustawa Wazę w 1549. W nim w 6 czerwca 1654 ogłoszono abdykację królowej Krystyny. W 1702 budowla została poważnie uszkodzona przez pożar i omal nie popadła w ruinę. Rekonstrukcja zajęła wiele lat. Obecnie jest siedzibą Muzeum Sztuki.
Uniwersytet i muzeum Gustavianum. Uniwersytet w Uppsali (szw. Uppsala universitet) jest najstarszym uniwersytetem w Skandynawii. Został założony w roku 1477.
Świecznik "Pojednanie narodów" wyszedł spod dłuta artysty Olofa Hellströma w 1968 roku. Ps. Całą wiedzę zaczerpnąłem ze źródłem Wikipedii oraz z broszurki (niemieckojęzycznej) udostępnionej w budynku katedralnym.
Ambona i organy.
Ołtarz główny.
Największy, historyczny skarb świątyni. Przed Wami relikwiarz św. Brygidy.
Katarzyna Jagiellonka – pierwsza żona Jana III Wazy, królowa Szwecji w latach 1568–1583. Jej nagrobek znajduje się w jednej z małych kaplic na wschodnim krańcu katedry. Umieszczono nad nim fresk przedstawiający Kraków. 
Jan III Waza – syn Gustawa I Wazy, król Szwecji w latach 1568–1592.
Święty Eryk – król Szwecji w latach 1156–1160. Jego relikwiarz znajduje się za ołtarzem. Domniemane szczątki świętego spoczywają w srebrnej skrzyni. Rocznica męczeńskiej śmierci patrona Szwecji była ważną uroczystością aż do czasów reformacji. Na posadzce obok pozłacanego relikwiarza świętego Eryka znajduje się kamienna płyta upamiętniająca pobyt Jana Pawła II w Szwecji w 1989 roku
Gustaw I Waza – pierwszy po Unii kalmarskiej król niepodległej Szwecji, panował w latach 1523–1560, wprowadził w Szwecji protestantyzm. Spoczywa on w dawnej kaplicy Mariackiej, w mauzoleum, pomiędzy swymi dwiema żonami. Mauzoleum zaprojektował w latach 70. XVI w. holenderski rzeźbiarz Guillaume Boyers. Katarzyna saska – pierwsza żona Gustawa I Wazy, królowa Szwecji w latach 1531–1535. Małgorzata Leijonhufvud – druga żona Gustawa I Wazy, królowa Szwecji w latach 1536–1551
Zajrzyjmy do środka.
Katedra w Uppsali jest największą budowlą sakralną Skandynawii: ma 118,7 metrów długości, taka sama jest wysokość obu zachodnich wież, szerokość katedry wynosi 45 m. W jednej z wież umieszczone są dwa dzwony pochodzące z Polski (zrabowane w 1703 podczas wojny północnej), jeden z nich jest aktualnie największym dzwonem kościelnym w Szwecji – tzw. Thornan. Ponad południowym portalem znajduje się największy witraż Szwecji – Okno Syna (szw. Sonens Fönster), o powierzchni 119 m².
Dom Karola Lineusza, przyrodnika i lekarza oraz profesora tutejszego uniwersytetu. Słynna postać miasta i XVIII-wiecznej Europy.
Ponieważ katedra jest otwierana o ósmej, pokręciny się po Starówce. Przed Wami ratusz.
8 km. Katedra św. Brygidy.
4 km.
Dziś będę mieć okazję osobiście ujrzeć sarkofag świętej Brygidy. Nigdy bym nie przypuszczał, że taka sytuacja będzie mieć w ogóle miejsce. Szwecja była wówczas dla mnie krajem nieosiągalnym, dalekim za wielkim morzem i wysoką żelazną kurtyną. A dziś, proszę. Przyjechałem tu rowerem. Ach, życie. Jakże potrafi zaskakiwać. Miłego dnia.
Dzień 40. Czwartek. 02.08.2018. Skutki czytania do późna w nocy z latarką w ręku, odbijają się dzisiaj głośnym ziewem. Na wyprawę zabrałem tylko trzy tomy. Mogłem i czwarty. Mam nadzieję, że Iza będzie mieć miejsce w walizce, żeby mi go dostarczyć. Dziś Szwecja czci swojego drugiego patrona - św. Katarzynę, córkę św. Brygidy. Brygidę zawsze będę kojarzyć z moją babcią i małą księżniczką. Dlaczego? Otóż świętej przypisuje się spisanie piętnastu modlitw (plus siedmiu jako dodatek) zwanych "Tajemnicą szczęścia". Odmawia się je każdego dnia bez względu na pogodę i nastrój. Tak też czyniła moja babcia Władzia. Z samego rana, zanim poszedłem do szkoły, widziałem ją pochyloną nad tą małym modlitewnikiem. Oczywiście książeczka była mocno podniszczona, często też i klejona taśmą. Kiedy kartki przecierały się od użycia, wtedy babcia kupowała nową.

1 August 2018

To początek końca podróży. Wyczuć to można w ogólnym nastawieniu i pracy roweru. Możecie mi wierzyć lub nie, ale jedzie się już zupełnie inaczej niż na początku wyprawy, mimo że wiatr jest przeciwny. 😁 Uppsala i Sztokholm wieńczą podróżowanie po Skandynawii. Są również istotnymi miejscami na mapie, które chciałem zobaczyć, ślęcząc jeszcze nad biurkiem w domu. W obecnej stolicy Szwecji, tak jak podczas ubiegłorocznego wyjazdu, spotykam się z rodziną. Praktycznie wspólnie wracamy do domu. Finisz w Polsce doda mi ogromnego wigoru. Dziękuję Wam za dzisiejszy doping i cały komentatorski materiał. Oddzielne podziękowania ślę Kamilowi za jego trud i poświęcenie w kierowaniu pogodą tak, żeby była ona dla nas jak najbardziej przychylna. Świetnie wykonana praca. 👏👍 Ps. Szwecja wiedzie prym w ilości przejechanych kilometrów. Niemcy spadły na drugie miejsce.
Dzień ma się ku zachodowi. Uppsalę widać już na horyzoncie. Jutro ją odwiedzimy. To dawna stolica Szwecji. Tak jak Reims dla Francji, tak i ona ma ogromne znaczenie historyczne. To tutaj właśnie dokonywały się koronacje przyszłych królów i królowych państwa szwedzkiego, począwszy od średniowiecza do końca XVII wieku. Coś więcej dowiemy się zapewne jutro. Póki co jesteśmy po gruntownych porządkach w całym ekwipunku. Równie sumiennie przewietrzyliśmy materac, pościel i odzież Nie nocujemy w pobliżu linii kolejowej. Za atrakcję mamy polowe lotnisko. Kręci się tu spora liczba stalowych ptaków, nawet dwupłatowców. Gdzieś w oddali znajduje się strzelnica. Wystrzałom nie ma końca. Do celu w Sztokholmie zostało pewnie sto kilometrów. Jutro deszcz pada o szesnastej. Do tego czasu uciekniemy za miasto. W sumie 30-40 km jazdy powinno wystarczyć. 😉
„Żołnierz polski walczy o wolność wszystkich narodów, ale umiera tylko dla Polski” gen. Stanisław Maczek
Dystans: 85,71 km. Czas pracy roweru: 4:01:20. Średnia: 21,31 km/h. Maksymalna: 38,90 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=59.91165+17.5331983
85 km. Na polu jeszcze nie spaliśmy. Czas spróbować czegoś nowego. Nie ma sensu pchać się dalej. Dlaczego? Według prognozy naszego drogiego Zaklinacza Kamila, deszcz w Uppsali pojawi się dopiero po piętnastej. Drugi powód jest bardziej czytelny. Spójrzcie na dwa następne zdjęcia. Już widać katedrę.
Są za to kamienne stele z napisami i ornamentyką runiczną z 1066 i 1067 roku.
83 km. Åkerby K:A. Ten oto kościółek całkiem ciekawie prezentował się z szosy. Postanowiłem przyjrzeć mu się z bliska. Niestety jest zamknięty. Szkoda. Kościoły we Francji zawsze były otwarte. Można było wejść, wyciszyć się i odpocząć w przyjemnym chłodzie murów.
61 km. Wjeżdżamy w region, którym zarządza dawna stolica Szwecji.
54 km.
52 km. Coraz więcej równin, coraz więcej pól i coraz więcej przeciwnego wiatru.
44 km. Zakład specjalizujący się w produkcji wywrotek. Jedna z nich jest eksponowana przed wjazdem do fabryki.
27 km. Szwedzi mają na uwadze wygodę podróżnych. Proszę bardzo. Tu czeka na nas kanapa.
26 km. Droga 272 powiela się 56-ką, która oferuje przegrody po środku jezdni. Nie uśmiecha mi się taka atrakcja. Na szczęście nie ma drobnicy na poboczu. Ruch o tej porze jeszcze słaby. Jeżdżą głównie ciężarówki. Kierowca jednej z nich klaksonem i awaryjnymi przekazuje pozdrowienia.
2 km.
Dzień 39. Środa. 01.08.2018. Dziś w nocy tata, w całkowitej tajemnicy, zaprosił do siebie kilka orkiestr. Nie dość, że było ich dużo, to jeszcze widocznie odbywała się pomiędzy nimi jakaś zaciekła rywalizacja w długości i głośności wykonywania utworów. Powstały hałas wypłoszył nawet komary. Dzień już się rozpoczął. Noc nabiera charakteru ciemności, ale nadal jej daleko do polskich wymogów. Przed nami następny etap podróży. Trochę jestem skołowany, co do jego organizacji. Jeśli dziś miałbym nocować przed miastem, to jutro mam gwarantowaną ulewę. Kręcenie się po starówce w takich warunkach, to żadna przyjemność. Z drugiej strony, jeśli dojadę do niej już dziś, zmęczenie powstałe z niewyspania, też może się odbić na kondycji. Muszę pamiętać, że z miasta trzeba i wyjechać, co też będzie kosztować siły i czas. A Wy jakbyście postąpili? Wjeżdżać do Uppsali, czy nie? Doradzcie, proszę.

31 July 2018

Podaję dwie informacje statystyczne: a) Finlandia musiała ustąpić Szwecji pod naporem kilometrów. b) od początku roku kalendarzowego, siłą trzech rowerów, przejechałem 11426 km, co daje 53,89 km na dzień. Właśnie sobie uświadomiłem, że tym samym udało mi się objechać KSIĘŻYC i to jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. 😊 Święty Mikołaj prezentu już nie musi przynosić, chyba że poproszę go o obwód MERKUREGO.
Jutro już SIERPIEŃ. Hurra! Oznacza to, że niebawem spotkam się z najbliższymi. Pewnie córy przyjmą te spotkanie bez emocji, jak to bywa w przypadku kobietek w wieku dojrzewania, ale co tam. Już teraz się cieszę, że ujrzę ich kochane facjaty. 😁 Uppsala również zrobiła się jakby bliższa. Odwiedzę ją drugiego sierpnia, bo jutro cały dzień poświęcam na zbliżenie się do jej rogatek. Jadę zatem 85-90 kilometrów. Liczę na przychylne prognozy i oczywiście Wasze doborowe towarzystwo. Obiad już się gotuje. Pan Mieczysław serwuje dziś gołąbki. Nie wiem kiedy je ustrzelił i wypatroszył, ale ręczy, że smakują wyśmienicie. Ps. Drogi zrobiły się wreszcie komfortowe. Ścieżki rowerowe oceniam na cztery.
Dystans: 134,45 km. Czas pracy roweru: 6:08:08. Średnia: 21,91 km/h. Maksymalna: 40,00 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=60.3944245+16.726303 Wiem, że macie rację. Miało być sto, a wyszło prawie jak zawsze. Pozwólcie, że się usprawiedliwię. Po pierwsze stówka by wypadła w środku miasteczka, a tam spać nie wypada. Od biedy może i wypada, ale zażywać kąpieli w misce już gorzej. Po drugie, za miastem, trzeba było jechać długą groblą między dwoma jeziorami. Jak zobaczyłem informację, że do Uppsali pozostało 116 km, to nie byłbym sobą, gdybym ten trzycyfrowy wynik nie zamienił na dwucyfrowy. To był trzeci powód. Czwarty pojawił się na sam koniec. Na trasie dogoniłem starego ciągnika, który mimo że prychał i krztusił się, to jechał z prędkością 27 km/h. Szkoda mi było marnować zerowego oporu powietrza. I tak się turlałem za nim przez dziewięć kilometrów.
120 km. Dla Brata z pozdrawieniami.
108 km.
106 km. Sandviken. Göransson Arena.
94 km. Południowa część Szwecji nie może skarżyć się na brak słodkowodnych akwenów.
76 km. Sverige.
67 km. Bardzo ważny znak.
53 km.
36 km. Oryginalne oznakowanie.
33 km. Drogą nr 272.
28 km. Dróg w Szwecji strzegą tego typu policjanci.
Dzień 38. Wtorek. 31.07.2018. Dziś opis zamieszczam później z powodu deszczu, który powoli kończy swoje dzieło. Jeszcze słychać od czasu do czasu charakterystyczne kap-kap, ale niebo się wypogadza. Co prawda bardzo powolutku, ale zawsze. Czas przygotowania śniadania również się wydłuży, ponieważ trzeba podsmażyć w jajku chleb. Prowiant zabrany z Polski systematycznie ulega zmniejszeniu, więc będzie można zrobić mały porządek w tym, co wieziemy ze sobą. To jednak zrobi się już w Sztokholmie, kiedy będzie na to ciut więcej czasu albo swobody. Start planujemy na ósmą, dystans z kolei na sto kilometrów. Do usłyszenia później. Pozdrawiam.

30 July 2018

Nawierzchnia, z jakiej dziś przyszło mi skorzystać, śmiało można ocenić na ocenę bardzo dobrą. Królewski trakt zobowiązuje. Pobocze usprzątane, asfalt wygładzony. Kierowcy jak zwykle bardzo wyrozumiali. Wszystko tak jak trzeba. Od razu spotkać można rowerzystów-kolarzy. Naliczyłem ich czterech. Jechało się przeto gładko i miło. Jutro skręcamy na żółtą 272 i spędzimy na niej dwa dni. Zaprowadzi nas ona, jak po sznurku, do Uppsali. Nie mogę doczekać się już tego miasta. Dystans skraca się każdego dnia. Oby tylko pogoda sprzyjała. Narzekać nie mogę. Za to docenić wypada Wasze towarzystwo i wszelkie polubienia oraz komentarze. Dzięki wielkie. 😉
Dom wygląda na opuszczony. Rozbijamy się w jego sąsiedztwie. Na prawo patrząc, biegnie nitka krajówki oraz linia kolejowa. Ciszy nocnej nie uświadczymy. Dystans: 108,61 km. Czas pracy roweru: 5:21:23. Średnia: 20,27 km/h. Maksymalna: 50,08 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=61.4032667+16.3983217
82 km. Jesteśmy na drodze krajowej nr 83. Jak widzicie czerwony brąz nie jest kolorem zarezerwowany tylko dla domostw. Również i asfalt przybrał taką barwę.
50 km. Królewski kamień milowy z XVIII wieku.
38 km. Delsbo. Skansen.
33 km. Bjuråker. Kościół i stylowa dzwonnica.
28 km. Antyk pełną parą.
10 km. Sverige.
Dzień 37. Poniedziałek. 30.07.2018. Fińskie komary można upodobnić do Zeppelinów. Są duże, a ich lot zrównoważony i przewidywalny. Szwedzki gatunek do Falker, mały i zwinny o błyskawicznej zmianie pułapu lotu. Ustrzelić takiego to nielada wyzwanie. Trzeba się mocno napracować, po uprzednim podświetlaniu sufitu samochodu snopem światła od latarki. Kropi deszcz. Raz nieco mocniej, raz słabiej. Wilgoci mamy pod dostatkiem, że aż nie chce wychodzić się na zewnątrz. Mus to mus. Muszę się pospieszyć zanim znowu zwiną asfalt.

29 July 2018

Na koniec dnia podzielę się z Wami jeszcze jedną ciekawostką. Gdybym nie schodził z roweru i cały czas jechał, to czas dotychczasowej podróży, na dystansie 4570 kilometrów, wyniósłby... 9:10:45:16 (dzień : godzina : minuta : sekunda) To po co ja w ogóle schodzę z tego siodełka? W niecałe dziesięć dni bym obrócił. Och, życie. 😀Dobrej nocy. 🤗
Mimo wcześniejszych uwag, co do Szwecji, jego mieszkańcy są bardzo życzliwi. Weźmy dla przykładu dzisiejszy wieczór. Siedzimy sobie grzecznie, a tu podjeżdża do nas samochód. Wychodzi z niego młody człowiek i pokazuje na krzesełko rozkładane, które uprzednio wytaszcza ze swojego pojazdu. Zagaduje poprzez niemieckie "Hallo", co daje mi tym samym sygnał, że będziemy rozmawiać w tym języku. Jak się okazuje zguba leżała na asfalcie. Człowiek ów podniósł ją z drogi i zaczął przeczesywać pobocza, szukając właścicieli. Podziękowałem panu za chęci i wyjaśniłem, że znaleziony skarb nie należy do naszego inwentarza. Ps. Niemiecki jest na tych terenach językiem popoularniejszym niż angielski. 😊
Dokonałem małych obliczeń. Otóż, kiedy powstawał szkic trasy, na Szwecję przeznaczyłem 1480 kilometry. Obecnie przejechałem uczciwe 1180. Pozostają zatem jeszcze trzy setki. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że do stolicy mam jeszcze cztery. Poza tym nie uwzględniłem drogi od kwatery w Sztokholmie do promu w Nynäshamn, co da kolejne kilometry. Reasumując stwierdzam, że pomimo czasu spędzonego w samochodzie, rowerem jeżdżę tu ponad zamierzony stan. Tym samym Niemcy rzeczywiście mogą się czuć zagrożone w kwestii palmy pierwszeństwa. Hmm, jestem bardzo ciekawy ostatecznego wyniku. Wystarczy spotkać tu kilka niespodzianek, a nawet Finlandia mogłaby czuć się bezpiecznie ze swoim kilometrażem. 😁
No nie wszyscy, bo taki Przemek z Polski zadowolony już nie jest. Widocznie reguła ta dotyczy tubylców. Wiem jedno i NIKT mnie nie przekona, że Szwedzi mają wspaniałe drogi, a ścieżki rowerowe to jedna epoka do przodu. Bzdura totalna. Tutaj nie znajdziecie rowerzystów, chyba że z Polski. 😁 Wciąż jednak zastanawia mnie jedna rzecz: Po co Szwedzi na swoich camperach i przyczepach campingowych mają zamontowane dwukołowce. Cholercia, może to też atrapy, jak koparki stojące przy rzekomo remontowanych drogach. To tyle odnośnie przemyśleń. Bardzo odprężająco czyta się Wasze komentarze. Wesoło się robi się w głowie. Odezwę się wieczorem, o ile łączność na to pozwoli. Nigdy nic nie wiadomo. Istny Toto Lotek w tej Sverige.
Z tych pierwszych buduje się domy. Tak jak trafnie zauważyła moja kochana żona, wszystkie stawia się według jednego projektu. Te sam wzorzec, drzwi i okien. Koniecznie na dachu blacha, a nie gont czy dachówki. Przybudówki, stajenki, szopy i budy dla psów wykonane są zgodnie z projektem jednego architekta. No i farba. Kurczę, tutaj nie odróżnia się kolorów. Praktycznie 90 % zabudowań ma te samo ubarwienie. Nie zdradzę jakie, bo to będzie zagadka. (Na razie zbieram materiał). Ma to praktyczne zastosowanie, bo jak komuś skończy się farba, to sąsiad na pewno będzie mieć taką samą. Z wymianą deski też nie będzie problemu. Wystarczy pójść do najbliższego marketu i dostaje się ją od ręki. Nie potrzeba zajeżdżać do sklepu budowlanego czy tartaku. Z tego wynika, że Szwedzi to praktyczny naród. Po co wyrabiać asfalt, skoro można pokruszyć skały i będzie też ładnie. Co najwyższej wyprodukuje się samochody o wyższym zawieszeniu i z napędem na wszystkie koła, a wszyscy będą zadowoleni.
Siedzimy w samochodzie. Deszcz leje na zewnątrz. Zdążyłem zrobić przepierkę, zanim przyszła pompa. Świetnie, chociaż mi dobrze przepłucze ciuchy. Nasuwa mi się wścibska dygresja odnośnie Szwecji. Wiem, że podyktowana jest afektem, ale może być też i trafna. Odkryłem przyczynę, dlaczego Szwedzi tak ochoczo i masowo przyjeżdżali do nas z większymi wycieczkami w XVII wieku. Ten kraj nic nie ma do zaoferowania oprócz lasów i skał.
Nigdzie dalej nie jadę. Muszę odpocząć i nabrać dystansu do tego kraju, bo gromy już przybierają postać nawałnicy. Dystans: 46,63 km. Czas pracy roweru: 2:29:36. Średnia: 18,70 km/h. Maksymalna: 50,41 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=62.0888267+16.6154033
32 km. Asfalt powrócił. Posiada fatalną kondycję, ale jakoś można jechać. Za to telefonia komórkowa stwierdziła stan agonalny. Cóż to za miejsce pełne ekstremalnych sytuacji. To Europa?
Przez osiemnaście kilometrów siedziałem w aucie. Tym samym dojechaliśmy do żółtej 305. I jaka niespodzianka na nas tu czeka? Droga w remoncie. A szwedzki remont już wiecie jak wygląda. Droga jest rozkopana na całego, pełno nawożonych kamyczków i jedna atrapa koparki stojąca na poboczu. 😁 Brakuje mi słów i wyobraźni, żeby wyrazić ekspresję cisnącą się na usta.
29 km. Mieszkańcy okolicznych wsi sprzedali asfalt za fabrykę skalnego szrutu. W gratisie otrzymali ulewę. Leje teraz jak z cebra. Świata nie widać.
27 km. Sprawia wygląda następująco. Rower przez ostatnie pięć kilometrów znajdował się na dachu Skody z powodów oczywistych. Teraz zmierzamy droga łącznikową (jeszcze asfaltową) w kierunku żółtej 305. Jest często i ostro pagórkowato. Powietrzne nasiąknięte jest wilgocią. Wiatr na szczęście spokojny, bo to jego trasa. Później znów zacznie robić problemy.
16 km. Sentyment do dawnej motoryzacji jest w Szwecji wyraźnie dostrzegalny i mocno pielęgnowany.
Dzień 36. Niedziela. 29.07.2018. Regularnie padało przez całą noc. Nawet kwadrans temu także. Jest bardzo pochmurno, lecz o dziwo ciepło. Śniadanie już właśnie nabiera kształtów i zapachów. Kanapki lądują do chlebaka. Strój rowerowy także znajdzie swoje zastosowanie. Pomarańczowy komplet będzie musiał zostać poddany oczyszczeniu. Może zrobię to dzisiaj po skończonej jeździe, chyba że deszcz mnie ubiegnie. Zielony jest w miarę czysty, a czerwonego nie używałem ani razu, traktując go jako "ubiór reprezentacyjny". 😉 Przed nami długie połacie asfaltu. Oby było go jak najwięcej. Zastosujemy dwie drogi łącznikowe, lecz sami już wiecie, jak może wyglądać sprawa. Kończę. Rozgrzewka, napełnienie żołądka i dalej, ku następnej karcie atlasu. 😉

28 July 2018

Dystans: 149,20 km. Czas pracy roweru: 6:43:52. Średnia: 22,16 km/h. REKORD 🎢 Maksymalna: 51,30 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=62.641045+16.9249267 Koniec dnia zakończony pełnym sukcesem. Miejsce noclegowe znalazło się praktycznie samo. Przejechane zaś kilometry pozwoliły zmniejszyć odległość do naszego celu. Tata uśmiecha się szelmowsko i stwierdza radośnie: - Zostały nam tylko dwie karty w atlasie, aby być w Sztokholmie! Opony są strasznie podniszczone, zwłaszcza jedna. Drobne, ostre kamyczki oraz gryzik skalny ścierają je niczym na tarce. Dziś nawet przeciął się przód. Zmniejszyłem ciśnienie, aby jakoś zaradzić. Jeśli dalej tak pójdzie, to zabraknie mi łatek do klejenia. W najcięższym przypadku, w najbliższym większym mieście, będę zmuszony kupić nowe ogumienie. Nie wywołuję więc wilka z lasu. Cieszę się z dobrej nawierzchni. Jeśli pogoda jutro pozwoli, a Wasz zapał się nie umniejszy, ponownie wykręcimy standardowe 130 +. Dziękuję, Ekipo! 😊
128 km. Sverige.
125 km.
114 km. Jak tylko skręciliśmy na drogę nr 86, przywitał nas przeciwny wiatr. Jedzie się wolniej. Pan Mieczysław wykazuje wielką cierpliwość czekając na mnie co pięć kilometrów.
95 km.
89 km. Zniknęły wewnętrzne barierki i od razu lepsza jazda.
62 km. Tego typu drogi jak 87, doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Przyszło nam zamienić opony miejscami.
55 km. Sollefteå. Skocznia narciarska w oddali.
33 km. Tankowanie wody u gospodarza, który mieszka naprzeciwko plebanii.
13 km.
Dzień 35. Sobota. 28.07.2018. Czas dotarcia do Sztokholmu w lipcu i sierpniu przedstawia się wynikiem 4:4. To taka piłkarska dygresja na początek dnia. Już się kręcimy. Śniadanie, kanapki na drogę, przygotowanie roweru i wskoczenie w strój sportowy. Jeśli złapię gumę, od razu zamieniam opony. Tył idzie do przodu. Przód, jako mniej pracowity, zastąpi swojego kolegę. Jakby nie patrząc trochę już przejechaliśmy tych tysięcy kilometrów. Nie dziwota, że wszystko powoli się zużywa. W przypadku opon nawet wewnętrzna wkładka ochronna jest coraz mniej skuteczna. Wystarczy tego pisania. Wciąż nie mam zasięgu, a Internet jeszcze nie został tu wynaleziony. Całkowita, elektroniczna cisza. Na szosie obok również. W końcu weekend. Nie czuję go w ogóle. Wsiadam na rower tak jak co dzień. Nie zmienia to faktu, że Wam mogę przecież życzyć udanego odpoczynku. Tak też czynię. 😀 Plan trasy: 335, 87, 86 w kierunku wsi Liden.

27 July 2018

Jesteśmy po sowitym obiedzie. Tata znów stanął na wysokości zadania, przygotowując danie już kosztowane aczkolwiek udoskonalone. Do boczku z cebulą, jajkiem sadzonym i ziemniakami, dorzucił mizerię. Istne niebo w gębie. To chyba rekompensata za trudy dzisiejszego dnia. Dochodzę do wniosku, że nadszedł czas zamiany opon. Przód, jako mniej dotarty, wyląduje na tylnym kole. Szkoda zachodu z ustawiczną wulkanizacją. Chciałbym od razu zaznaczyć, że opony nie są byle jakie. Niemieckie "jaskółki" wspaniale sprawdziły się podczas drugiej wyprawy rowerowej. Ani razu nie musiałem łatać kapcia. Szwedzka podróż ma jednak inną historię do opowiadzenia. Sami widzicie, jak tu się mają rzeczy. Człowiek nie jest pewien, co go czeka za zakrętem. Istna szarpanina, zamiast delektowanie się drogą. Mam nadzieję, że im bliżej stolicy, tym komfort zacznie mieć więcej do powiedzenia. Telefonia, w miejscu obozu, jest bardzo słaba. Dobrze, że Wasza pomoc jest jej zaprzeczeniem.
Dystans: 128,53 km. Czas pracy roweru: 5:54:10. Średnia: 21,77 km/h. Maksymalna: 45,62 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=63.2747955+18.0682464
122 km. Ciepła Słońce nam nie żałuje.
115 km. Dotarłem do drogi 335. I co się okazuje? Ręce opadają. Nie da rady jechać. Iść też nie będę, ponieważ przede mną rozpościera się trzynaście kilometrów remontu. Sprzętu ciężkiego nie widać w ogóle. W Finlandii w takiej sytuacji pracowały całe hufce ludzi i maszyn. Mówi się trudno. Rower ląduje na dachu samochodu, a ja pakuję się do środka.
115 km. Szkoła.
105 km. Örnsköldsvik. Na chwilę, na lewo od nietypowego wieżowca, zamajaczyły mi wody zatoki morskiej.
103 km. Örnsköldsvik. Jakże radosny to widok. Tata już się tam udał zrobić zakupy.
97 km. Jedynym plusem tej drogi jest obecność naszych truckersów. Bodajże pięć razy zostajemy pozdrowieni przez polskich kierowców wozów ciężarowych.
87 km. "Niech żyje bal! Bo to życie to bal jest nad bale! Niech żyje bal! Drugi raz nie zaproszą nas wcale! Orkiestra gra! Jeszcze tańczą i drzwi są otwarte! Dzień warty dnia! A to życie zachodu jest warte!"
76 km. Jak nie szrut, to E4. Z deszczu pod rynnę. Jedzie się katastrofalnie. Wzmożony ruch, obwarowanie barierkami, pobocze w zaniku. I wszędzie te drobne kamyczki. Znów przebiłem dętkę, ale powietrze schodzi stopniowo. Co pięć kilometrów dopompowuję. Z czystym sumieniem nie polecam Szwecji. Spośród wszystkich krajów odwiedzonych do tej pory, ten jest najbardziej niegościnny dla podróżnych takich jak ja. Jestem już umęczony warunkami tu panującymi. Jeszcze trzydzieści kilometrów, aby uciec od tej przeklętej drogi. Muszę się dostać do żółtej 335.
15 km.
9 km. Jeśli chcecie pojeździć rowerem bocznymi drogami, to wyposażcie go w pancerne opony. Na tej nawierzchni, usianej nieskończoną ilością drobnych kamyczków, nie da się normalnie jeździć. Człowiek traci siły na przyczepności i wulkanizacji. Dość mam już tego typu szlaków. Zjeżdżamy do żółtej drogi, a potem do E4. Niech się dzieje co chce.
2 km. Czy wieżyca nie przypomina Wam świątyni Wang w Karpaczu?
Dzień 34. Piątek. 27.07.2018. Tylko jeden komar naruszył naszą powietrzną strefę i został zlikwidowany przez system wczesnego ostrzegania. Innych intruzów nie wykryto podczas nocnego odpoczynku. Spało się więc, jak na polowe warunki, dobrze. Jest już po szóstej. Trzeba się zbierać. Długa droga na nas czeka. Dwa dni rezerwy, które wyrobiliśmy podczas jazdy przez Finlandię i Norwegię, tutaj powolutku topnieją. Nie mogę sobie pozwolić, aby moje dziewczyny na sztokholmską kwaterę dotarły przede mną. Do Lizbony przybyłem przecież o pół godziny wcześniej niż samolot. 😁 Pan Mieczysław w roli kucharza spełnia się nadzwyczaj wzorowo.

26 July 2018

Na zakończenie dnia.
Wreszcie skończył się szuter. Dwadzieścia metrów dalej znalazło się też miejsce na obóz. Jutro z samego rana trzeba mi będzie sprawdzić dętki. Jazda po takiej nawierzchni nie należy do przyjemnych zarówno dla mnie, jak i mojego wehikułu. Dystans: 142,40 km. Czas pracy roweru: 6:38:25. Średnia: 21,44 km/h. Maksymalna: 48,89 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=63.8200124+19.4945955 Dziękuję za dzisiejsze wsparcie podczas pokonywania dystansu. Miło było doświadczyć Waszej obecności. Życząc dobrej nocy, kłaniam się nisko.
136 km.
128 km. Dziwna mania panuje w tym kraju, że nagle kończy się asfalt i zaczyna klimat "radź sobie sam". Muszę Wam powiedzieć, że Szwedzi wcale się tym nie przyjmują. Jadą dalej jakby nigdy nic.
103 km. Drogą E12 w kierunku Umeå. Chcieliśmy jechać równoległą, ale obecność szutru szybko wybiła nam ten pomysł z głowy. Przychylny wiatr pcha rower powyżej 30 km/h na dystansie dwudziestu kilometrów.
88 km.
86 km. Przez szosę, spokojnym krokiem przechodzi sobie młoda sarna. Jest bardziej bojaźliwa niż renifery.
80 km. Miłośnicy rowerowych tras przełajowych mogę korzystać z tutejszych ścieżek.
75 km. Miasteczko Vindeln.
63 km. Powtórka wczorajszej historii.
51 km.
33 km. Zatrzymujemy się przy jednym z gospodarstw, gdzie akurat mieszkańcy zajęci są malowaniem ściany szopy. Zagaduję gospodarza po angielsku, z prośbą użyczenia nam wody. Szybsza z odpowiedzią jest gospodyni. Jak się okazuje pani rozumie również po niemiecku. Tego języka uczyła się w szkole. 😁 Wodę otrzymujemy, jak również pogawędkę na temat naszej podróży. Na sam koniec pani życzy nam szerokiej drogi i przypomina, że na terenie całej Szwecji jest zakaz palenia ognisk.
29 km. Sverige.
22 km. Trzymamy się kurczowo torów kolejowych praktycznie przez cały dzień. Pierwszy celem jest miasteczko Vindeln.
Drobnych atrakcji jak meszki i komary nie zamieściłem w tym opisie. Marzy mi prawdziwe łóżko i pokój, gdzie tego typu insekty mają wstęp wzbroniony. Ale to jeszcze trochę. Jest po siódmej. Pyli drobnym deszczem. Tata już się kręci wokoło śniadania. Wstanę i ja. Koniecznie muszę zrobić przepierkę. Droga wiedzie na południowy zachód. Będziemy unikać szutu, bo szkoda dętek. O właśnie, muszę jeszcze zawulkanizować wczorajszą. Ułożyłem 9999 kombinacji w zapięciu rowerowym. Żadna nie okazała się tą szczęśliwą. Widocznie nie wystarczy tylko ustawienie poprawnego ciągu cyfr, lecz dodatkowo należy przekrecić zatrzaskiem, aby go zluzować. Robota na zimowe wieczory. Internet i zasięg tu żaden dla mojego telefonu. Sto metrów dalej jest górka. Stamtąd już coś się łapie. Póki co nie wybieram się na nią. Kontakt ze mną zapewne za godzinę albo i później. Dobrego dnia.
Dzień 33. Czwartek. 26.07.2018. Ciężka noc. Męczyłem się z jakąś godzinę, kiedy wreszcie nadszedł sen. Nie mam tej umiejętności zasypiania, co Pan Mieczysław, który jak tylko położy głowę do poduszki, to już koncertuje. O północy na telefon taty przyszedł SMS. Możecie sobie wyobrazić, jak huknęło powiadomieniem. Nie wiem, kto posiada takie szalone pomysły, żeby wysychać o tej porze krótkie wiadomości tekstowe. Wiem, że to nikt z Waszego szanownego grona, bo Wy jesteście obyci w materii kultury. Tylko obcy, a właściwie obca mogła tak postąpić. 😤😬 Zasnąć tak szybko nie zasnąłem. Poczytałem na smartfonie o wydarzeniach historycznych przypadających na dany dzień. Aplikacja "kalendarz", coś takiego oferuje. No i ostatni hit nocy. Burza. Ta nadeszła po trzeciej. Grzmiało i padało gęstym deszczem. Samochód drżał od uderzenia kropel wody. Pół godziny trwało, aby rozgniewana pani poszła sobie na dobre.

25 July 2018

Dystans: 143,56 km. Czas pracy roweru: 7:43:25. Średnia: 18,58 km/h. Maksymalna: 46,92 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=64.7313617+19.953695 Dużo nie napiszę, bo popołudnie, na skutek długiego czasu jazdy, mocno się okroiło. Najważniejsze, że na naszym papierowym atlasie, przeskoczyliśmy o jedna kartę. 😁 Sztokholm nadal pozostaje odległy, jednakże bliższy o parędziesiąt kilometrów niż wczoraj. Sukcesem było przyłapanie czterotysięcznika, kiedy się wylegiwał na zatoczce parkingowej. Dobrze, że jesteście. 👍 Natomiast mojej kochanej żonie składam życzenia z okazji naszego miniświęta tj. 6543 dnia małżeństwa. Ot co.
141 km. Sverige.
141 km.
134 km. Bastuträsk.
113 km. Jakiś zadziorny kamyk śmiał mi pokaleczyć dętkę.
109 km. Krångfors. Elektrownia wodna.
109 km. Krångfors. Elektrownia wodna.
106 km. Na południe.
92 km. Wiatr wiejący z prędkością 21 km/h spowalnia rower do żółwiego tempa. Wysiłek potęgowany jest podjazdami. Oj, nie pojeżdżę sobie dzisiaj.
70 km. Zagadka dla bystrzaków. Jeśli udałbym się w kierunku drogowskazów i dotarłbym do wybrzeża, to jakie fińskie miasto by mnie przywitało? Tak jest: Oulu. 👍
65 km. Szerokość asfaltu świadczy o polowym lotnisku.
60 km. Wieś Fällfors.
41 km. Ruch kołowy prawie niedostrzegalny, w odróżnieniu od podjazdów i przeciwnego wiatru.
39 km. To właśnie tu, na tej niepozornej parkingowej zatoczce, przycupnął czwarty tysiąc kilometrów naszej wyprawy rowerowej. Ciekawe, gdzie natrafimy na jego następcę.
29 km. Nie wszystkie drogi zaznaczone na mapie posiadają stabilny grunt. Ta dla przykładu się wyróżnia.
Dzień 32. Środa. 25.07.2018. I jak się dzisiaj macie? I nas wszystko w porządku. Przeanalizowaliśmy wczoraj wieczorem trasę i stwierdziliśmy, że jednak do morza nie dojedziemy. Pokręciny się lokalnymi drogami w taki sposób, żeby nie spotkać z E4. Celem są okolice miasta Skellefteå (20 km na zachód). Taki sposób jazdy wydłuża czas i kilometraż. Nie rezygnuję zatem z żelaznej stutrzydziestki. Przewiduję również, że Szwecja, w swoim rowerowym dystansie, pokona nawet Niemcy. Te ostatnie, ze swoimi 1505 km, piastują nadal miejsce lidera w moich zagranicznych wypadach na dwóch kółkach. Koniec pisania. Poranna toaleta czeka. Pan Mieczysław grzeje kiełbaski na śniadanie. Kanapki są też jego dziełem. No to na razie. Do usłyszenia już niedługo.

24 July 2018

Nasza sypialnia znajduje się sto pięćdziesiąt metrów od trakcji kolejowej. Pociągi jeżdżą, bo podczas obiadu jeden już przejechał. Może to jedyny na cały dzień, jak z Torunia do Sierpca. 😁
Dystans: 133,62 km. Czas pracy roweru: 6:29:28. Średnia: 20,58 km/h. Maksymalna: 39,79 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=65.4503643+21.2437671 Czołem journiści. Na początek składam słowa przeprosin. Miały być widoki pełne Bałtyku, a wyszło inaczej. Na swoje usprawiedliwienie przedkładam wielki ruch na E4. Nie dało się tam jechać; rowerem oczywiście. Zmieniliśmy trasę na bardziej przyjazną. Wybór był trafny, bo jak się okazało na tej drodze byli również nasi rodacy. Jutro też sobie pojeździmy lokalnymi. Istnieje jednakże szansa ujrzenia błękitu toni morskiej. Obiecywać, nie obiecuję. Za to na pewno Słońce nie szczędzić będzie swego ciepła. Wiatr niestety przeciwny, lecz nie ma co narzekać. Przesuwamy się wciąż na południe małymi krokami i to się liczy. Dziękuję Wam za pomoc w pedałowaniu, a tacie za królewski obiad tj. ziemniaki szturane z podsmażanymi boczkiem i z jajkami sadzonymi. Poczułem się jak w domu.
128 km. Sygnalizacja przejazdu kolejowego jest identyczna jak w Estonii. Pamiętacie pulsujące białe światło?
127 km. Sverige.
122 km. Sverige.
113 km. W takich podstarzałych cackach kochają się ludzie północy.
100 km. Ludmiła i Grzegorz z Warszawy swój urlop spędzają również w Skandynawii. Wspólnie przejechaliśmy dziewięć kilometrów. Mimo że jadą obładowani sakwami, wykręcają niezłe tempo. Muszę się starać, aby nie narobić wstydu. 😀
97 km. Jest też i mostek. Czuję jednak, że niebawem skończy się to dobro.
95 km. Standard ścieżki wzrósł o jeden poziom. Nawet jest oświetlenie.
92 km. Ruchliwa E4 zupełnie nie leży w moim guście. Dlatego wykorzystuję każdą nadążającą się sposobność, aby podróż przebiegała bardziej komfortowo.
84 km. Luleå pozostaje za naszymi plecami. Odbijamy na południe.
67 km. Prawie na każdym gospodarstwem wznosi się maszt flagowy.
65 km. Szwedzka wieś.
62 km. W przeciwieństwie do Norwegów, Szwedzi dbają o swój flagowy krzyż.
55 km. W otoczjącym nas lesie słychać co chwila serie wystrzeliwane z karabinów. Na potwierdzenie moich słów załączam dwa zdjęcia. Nawet tarczę zostawili.
51 km. Rzeka Lulälven.
50 km. Boden. Garnizon wojskowy.
35 km. Koryto rzeki towarzyszy nam od początku dnia. Jedna z odnóg cieku dociera aż po skraj szosy.
30 km. Pola uprawne torują sobie drogę przed drzewostanem.
20 km. Ten rodzaj lasu jest nam bardzo dobrze znany z Finlandii.
Dzień 31. Wtorek. 24.07.2018. Słońce chowa się już za widnokrąg, lecz mimo to jest nadal jasno. Zbliża się 1:00 w nocy. 😯 Pięć godzin później budzik daje nam sygnał do wstania. Posłuszni jego wołaniu, leniwie wychodzimy z samochodu. Całe oporządzenie się do podróży zajmie nam jakąś godzinę.

23 July 2018

Co czeka nas jutro? Poruszamy się wzdłuż rzeki Lulälven, która przy mieście Luleå uchodzi do morza. Do miasta jednak nie wjeżdżamy. Od razu odbijamy na południe. Liczę na to, że Bałtyk tak i tak nam się uda dojrzeć, ponieważ planowany dystans obejmuje dalsze zatoki wybrzeża. Od tego momentu podróż będzie wiodła w kierunku Sztokholmu, do którego jeszcze ponad tysiąc kilometrów. Jak na razie wszystko się dobrze układa. Pan Mieczysław spełnia się w swojej roli. Dziś na przykład, pod wieczór, wziąwszy pod pachę pan Googla i dwa puste baniaki, podreptał do najbliższego domostwa. Tam, zająwszy się konwersacją że Szwedem, otrzymał od niego wodę. Spożytkujemy ją niewątpliwie. 😁 Dziękuję Wam za chęci towarzyszenia w tej podróży. Zdaję sobie sprawę, że może ona Was już męczyć i nużyć. Mimo to trwacie na posterunku, co jest godne pochwały i wyróżnienia. 😁 Ps. Zająłem się rozszyfrowaniem zapięcia rowerowego. Jak na razie bez powodzenia.
Dystans: 147,06 km. Czas pracy roweru: 7:13:01. Średnia: 20,37 km/h. Maksymalna: 55,90 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=66.1132324+20.9296393 Moi drodzy, bardzo się cieszę, że dokonaliśmy kolejnego przesunięcia na mapie. Jak wiecie, droga w większości, należała do gorszego gatunku. Był za to las i to w wielkiej obfitości. Popadywało. Naliczyłem sześć drobnych, przelotnych opadów. Buty nie zdążyły zmienić konsystencji. 😁 Popołudniem, kiedy wjechalismy na 97-kę, od razu przyspieszyłem. W tym czasie pan Mieczysław robił zakupy w sklepie spożywczym. Przeliczając na polską walutę, wydał prawie 300 złotych. Produkty są droższe niż w Polsce, czego można było się spodziewać. W koszyku znalazło się mleko, pieczywo, napoje, parówki, jabłka, słodycze oraz ogórki konserwowe. Te ostatnie okazały się niewypałem. U nas smakują wspaniale, ale Szwedzi widocznie tak kochają Bałtyk, że wszystko solą w nadmiarze. Ogórków zatem nie polecam.
107 km. Luleå - jutrzejszy cel.
74 km. Koło podbiegunowe przekroczone po raz wtóry. 😁 Wracamy do ciepłych krajów.
54 km. Dostojność lasu i cisza dogłębna.
49 km.
35 km. Poruszamy się tego typu drogą. Za chwilę pokropi przez kilka kilometrów. Komary mają na tych terenach swoją ziemię obiecaną. Atrakcją są słupy milowe (kilometrowe).
26 km. Wieś Nattavaara. Miejsce spotkań mieszkańców. Niestety w tym miejscu kończy się dobrą jakość asfaltu. Wymieniony on zostaje na materiał, który łatwo może uszkodzić samochód i rower. Cofamy się o trzy kilometry do ostatniego skrzyżowania. Droga z początku zapowiadająca się na miłą, szybko traci swój urok. Trakt jest ubity, jednakże mimo to jedzie się znacznie wolniej.
Dzień 30. Poniedziałek. 23.07.2018. Dzisiejszy dzień będzie udany w stu procentach. Dlaczego? Otóż według kalendarza świętych wspominamy dziś świętą Brygidę, patronkę całej Europy, ale przede wszystkim Szwecji. Katedra pod jej wezwaniem znajduje się w Uppsali. Do tego miasta wjeżdżam obowiązkowo. Wyróżniłem je nawet na mapie podróży. Póki co rozprostowuję kości, zabieram się za pałaszowanie śniadania i naprzód. Zapraszam do wysiłku. 😉

22 July 2018

Dystans: 113,38 km. Czas pracy roweru: 5:12:15. Średnia: 21,78 km/h. Maksymalna: 49,94 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=66.9283308+20.8782225 Trasę musiałem zakończyć przed planowanym terminem. Deszcz miał charakter do znudzenia przelotny. Trzykrotnie chowałem się w samochodzie. Za ostatnim razem odpuściłem, skoro i tak zaczynałem być mokry. Rozbiliśmy się nieopodal drogi, która ma charakter podrzędny. Jestem z tego zadowolony, bo nie jeżdżą tędy żadne campery, przyczepy campingowe i ciężarówki. Jest znacznie ciszej. Rytmicznie i zawzięcie zbliżamy się do Bałtyku, na wysokości miasta Luleå. Chciałbym ponownie ujrzeć znajome morze. Dziękuję Wam za obecność mimo dnia wolnego od pracy. 😁 Ponieważ Internet mam bardzo mizerny, przeczytam Wasze wpisy w późniejszym terminie.
98 km. Łudzę się nadzieją, że burza odpuści i pozwoli jechać dalej.
84 km. Gällivare. Dworzec kolejowy. Od tej chwili poruszamy się wzdłuż torów w kierunku drogi nr 97.
81 km. W oddali budynek, który wygląda bardzo podobnie do spalarni śmieci w Bremerhaven.
59 km.
45 km.
31 km. Przystanek do kolekcji Magdy.
30 km. To się nazywa cysterna.
8 km. Tak się remontuje drogi w Szwecji. Niszczy się całą nawierzchnię, zostawiając tylko tłuczeń. Następnie idzie się do domu. Brawo, panowie drogowcy. Tylko pogratulować bystrości umysłu. Miałem dwie możliwości. Pchać rower przez 2,8 kilometra, czy załadować go na dach samochodu. Wybrałem opcję drugą. Szkoda czasu. Zaoszczędziłem godzinę marszu.
7 km. Na drodze leży sobie całkiem dobrze zachowane zapięcie. Wystarczy kilkadziesiąt godzin cierpliwości, a szyfr nie pozostanie już tajemnicą. Od razu przypomina mi się gra "Neverhood". Pamiętasz Brat nasze zmagania?
Dzień 29. Niedziela. 22.07.2018. Mgła rozlała się niczym mleko. Zastąpić ją mają przelotne opady. Jeśli trasa będzie mieć taki sam charakter jak wczoraj, nie liczcie proszę na dobrą fotorelację. Kapiąca z nieba woda i te same obrazy nie budują chęci dla dobrego journi. Wstaliśmy. Schematyczne czynności i w drogę.

21 July 2018

Dystans: 131,33 km. Czas pracy roweru: 6:21:08. Średnia: 20,67 km/h. Maksymalna: 41,42 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=67.6673592+20.9627922 Dzionek zakończony. Mało zdjęć i relacji, bo i trasa ciut monotonna. Bogato było w wiatr i podjazdy. Te dwa czynniki dały mi w kość. Dobrze, że szybko udało się znaleźć miejsce na odpoczynek.
118 km.
103 km. Droga obfituje dziś w tego typu podjazdy i przeciwny wiatr.
91 km. Kiruna.
88 km. Kiruna - miasto bogate w rudę żelaza. Anomalie magnetyczne, jakie tutaj występują, kręcą igłą kompasu jak na karuzeli.
78 km. Renifery pasą się nonszalancko, za nic mając przejeżdżające samochody. Pojazd na przedzie pochodzi z Polski. Pozdrowienie, rzecz jasna, miało miejsce.
57 km. Stacja kolejowa w Rensjön. Peronu nie mają okazałego. Zamiast niego zwykły nasyp z kamieni. Kursują tu przede wszystkim pociągi towarowe, które transportują rudę z Kiruny do Narviku.
43 km.
35 km.
25 km.
21 km.
9 km. Morze chmur.
Dzień 28. Sobota. 21.07.2018. Witam wszystkich. Nocy u nas nie uświadczycie, nadal jasno jak za dnia. Mimo to spało się dobrze. Jakiś komar albo dwa fruwały gdzieś nad głową, lecz przestałem reagować. Popadało. Nie za dużo, ale zawsze. Teraz nadciągnęła mgła. Ruch samochodowy zerowy, z jedynką po przecinku. Dopiero za dwie godziny zacznie jeździć większa grupa aut. Kiedy przejedzie pierwszy motocyklista, oznacza to, że już kwadrans po dziewiątej. 😁 Zagłębiamy się w Szwecję. Planuję przejechać tradycyjnie 130 kilometrów. Zobaczymy, czy się uda. Zapraszam do współpracy na drodze, podróżnicy. 😊

20 July 2018

Przed nami ostatni i podejrzewam, że najdłuższy rozdział o nazwie "Sverige". Powolutku wracamy do domu. Sądzę, że ta myśl będzie mnie coraz mocniej motywować, zważywszy na fakt, że w Sztokholmie (4 sierpnia) spotykam się z moją kochaną rodzinką. 😀 Ale się rozpisałem. Dość gadania. Życzę wszystkim dobrej nocy i dziękuję za uwagę. Do jutra. Pa, pa. Ps. Z jednej strony jezioro, z drugiej... sawanna.
Mówiąc ogólnie o Skandynawii, do tej pory poznanej, to kultura kierowców jest na najwyższym poziomie. Pieszy i rower mają tu pierwszeństwo, to zrozumiałe. Chodzi mi raczej o całokształt zachowawczy na całej trasie. Nikt nie pędzi, nie wyprzedza na siłę. Motocykliści nie piłują swoich maszyn. Każdy jedzie spokojnie, bez nerwów. Czuję się tu bardzo bezpieczny i to nie tylko dzięki kamizelce odblaskowej. Po prostu wiem, że kierowcy na mnie mocno zwracają uwagę.
Cóż mogę powiedzieć o Norwegii od siebie? To bardzo surowy i wymagający kraj. Przede wszystkim w cenach. Człowiek na próżno szuka w nich przecinka. Trzy- i czterocyfrowe zestawienia nie przeszkadzają za to Niemcom i Szwajcarom. Nawet w Narviku można porozmawiać po niemiecku. Spotkać można Włochów i Francuzów. Ścieżki rowerowe, to jakieś nieporozumienie - nieliczne i bardzo słabym stanie technicznym. Wbrew pozytywnym artykułom zamieszczonych w Internecie, rowerzyści traktowani są tu jak produkt uboczny. Doskonale to widać na przykładzie tuneli. Nawierzchnie dróg to także wielki minus. Powybijane, poszarpane, zapadnięte, często bez najmniejszego pobocza. Od razu widać, że kraj ten nie należy do Unii Europejskiej. Jak tylko wjechaem do Szwecji rower uspokoił swój temperament. Miło wspominam gładkość asfaltu w Finlandii.
Moi drodzy, mam zaszczyt ogłosić wszem i wobec, że rozdział "Norge" został przez Was zapisany, skorygowany i oczywiście zamknięty. Spędziliśmy w nim 909,71 kilometrów oraz zobaczyliśmy przepiękne fiordy i góry. Norwegia była znacznie bardziej wymagająca niż Finlandia. Nie tylko pod względem ukształtowania terenu, ale także dotarcia do strategicznych miejsc tej wyprawy. Cieszę się, że udało mi zdobyć - dzięki Waszemu wielkiemu zaangażowaniu - Nordkapp oraz dojechać do Narviku, gdzie polski żołnierz walczył o wolność innych narodów.
Koniec na dziś. Nadciąga deszcz od strony Narviku. Burza rozładowuje się na jeziorze. Pioruny raz po raz uderzają w taflę wody. Na nas nie spada jednak ani jedna kropla. Dystans: 107,57 km. Czas pracy roweru: 5:15:13. Średnia: 20,47 km/h. Maksymalna: 60,30 km/h. 🎢 REKORD Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=68.346179+18.9473843
100 km. Lokomotywy nie różnią się zbytnio od naszych. Z wagonów wysypują się turyści, których liczne grupy przemierzają górskie szlaki.
97 km. Jezioro Torneträsk.
83 km.
74 km. Sverige.
64 km. Witajcie w Szwecji.
62 km. Historii ciąg dalszy.
60 km. Czyżby Norwegowie wstydzili się swojego flagowego krzyża?
55 km. Ponury krajobraz.
53 km.
46 km. Ziemia smutna, zamglona.
38 km. Pożegnanie z norweskimi fiordami.
Wróciliśmy do skrzyżowania. Przez ostatnie dwadzieścia kilometrów rower spędził na dachu samochodu. Przede mną długi i stromy podjazd. Wrzucę coś na ząb, żeby mieć siły. Będziemy przemierzać szlak króla Olafa; tak bynajmniej zrozumiałem po norwesku. Do granicy ze Szwecją już niedaleko - 27 kilometrów.
36 km. To chyba taki zwyczaj, że w sklepie sportowym mieści się także serwis rowerowy. Fachowcy od razu zabrali się za swoją pracę. Mimo to trzeba było odczekać swoje. Nie zgadniecie ceny, jaką przyszło mi zapłacić? W porównaniu z Altą, to miła niespodzianka - 150 koron. Rower odżył. Hurra!
33 km. Maly skwer i pomnik ku czci marynarzy polskich poległych na pokładzie zatopionego w dniu 4 maja 1940 roku niszczyciela ORP GROM. Tata złożył tu flagę. Mówi, że jako były marynarz czuje łącząca go więź z poległymi.
29 km. Narvik.
27 km. Gdy budowa tego mostu zostanie ukończona, nie będzie już potrzeby objeżdżania zatoki dookoła.
17 km.
12 km. Skrzyżowanie w kierunku Szwecji. Dziś jeszcze tu wrócimy.
8 km. Zakazu nie widać, zatem wjeżdżam.
Dobra, koniec pisania. Trzeba rozprostować kości. Miłego dnia.
Dzień 27. Piątek. 20.07.2018. Wczorajsze, przedwczesne zakończenie wysiłku sprawiło, że dziś z wielkim oporem podnoszę się ze śpiwora. Dopadł mnie leń, którego będę musiał się pozbyć jak najszybciej. Śniadanie, ubiór, przygotowanie roweru i dotarcie do miasta. Potem rower prawdopodobnie znajdzie się na dachu samochodu, gdyż powielamy drogę na odcinku conajmniej piętnastu kilometrów. Podczas tej wyprawy nie kursuję jak autobus PKS w tę i w nazad, dlatego chętnie przystanę na propozycję taty, aby ten odcinek przejechać tylko raz. Do dotarciu do skrzyżowania, któremu zrobię zdjęcie, poruszam się dalej na dwóch kołach. Będzie pod górę. Muszę przeskoczyć grzbiet wzniesień do granicy ze Szwecją. To jest mój drugi, dzisiejszy cel.

19 July 2018

Za nami pierwsza faza deszczu. Siedzimy w samochodzie i planujemy. Trasa na jutro jest prosta - dotrzeć do Narviku, a później do granicy ze Szwecją. W Norwegii powinniśmy pobyć jeszcze maksymalnie 80 kilometrów. Będzie też okazja po raz ostatni spojrzeć na fiord. Oby tylko dopisała pogoda. Poczytam jeszcze trochę i wcześniej pójdę spać. Dziś mało czasu poświęciłem na sen. Za to znaczną jego część spędziłem na podjazdach. 😊 Aha, nadciągnęła już burza. Teraz grzmi nie tylko na zewnątrz, ale i wenatrz. Pan Mieczysław chrapie w tarabany.
Koniec na dziś. Na horyzoncie złowieszczy granat, którego bez zająknięcia przewidział nasz pilot meteorologiczny - Kamil. Dziękuję za pomoc. Dystans: 80,14 km. Czas pracy roweru: 4:11:50. Średnia: 19,09 km/h. Maksymalna: 55,80 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=68.5305867+17.56918
78 km. Dotarliśmy do skrzyżowania, gdzie jedno rozwidlenie prowadzi na słynny archipelag Lofoty. Podobno znajdują się tam najstarsze skały świata. Nie zamierzsm tego sprawdzać, dlatego wybieram drogę na Narvik. Przy drodze prezentuje się ta oto budowa.
71 km. Panorama widziana podczas zjazdu.
70 km.
67 km. Kolejny punkt historyczny.
65 km. Ślimaczym tempem wjeżdżam na szczyt przełęczy. Wyprzedza mnie sznur samochodów. Wśród nich jeden z mazowieckiego. Zostaję pozdrowiony.
52 km. Na tablicy informacyjnej można znaleźć notkę o walczących Polakach o wolność Norwegii.
43 km.
26 km. Oznaczenie terenu wojskowego.
21 km.
19 km.
3 km.
Dzień 26. Czwartek. 19.07.2018. Cześć, nie zrobimy dziś normy dziennej z powodu deszczu. Postaram się jednak jak najbardziej zbliżyć do Narvika. Mnie więcej za godzinę start.

18 July 2018

Do Narviku jest jeszcze 110 km. Teoretycznie powinien zajechać tam popołudniem. W mieście muszę wstąpić do serwisu , ale przede wszystkim odwiedzić miejsce pamięci polskiego żołnierza, który walczył w korpusie alianckim przeciwko Niemcom w roku 1940. Nocować powinniśmy już za miastem. Druga wersja jest inna. Według najnowszych danych od Kamila zderzymy się z deszczem koło południa. Nie będzie on przelotnym opadem, ale konkretną ulewą, która ma trwać do samiutkiego wieczora.😕 Zbliżymy się zatem do frontu, na ile się da i tym samym zakończymy jutrzejszy dystans. Nie ma sensu na mokrego zwiedzać miasto. Jak na razie dysponujemy nadwyżką czasową. Prom trochę pomógł, skracając dystans. Ps. Jeszcze jedno. Jeśli ktoś z Was chciałby oglądać zdjęcia z tej wyprawy inne niż moje, to zapraszam na journi Pana Mieczysława. Dajcie mu proszę trochę polubień i komentarzy, a gwarantuję, że bardzo się ucieszy. Z góry Wam za to dziękuję.
Dystans: 136,96 km. Czas pracy roweru: 6:22:37. Średnia: 21,47 km/h. Maksymalna: 54,85 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=69.00852+18.5000383 Szanowna publiczności, z powyższego miejsca przesyłam Wam swoje podziękowania i pozdrowienia. Ogromnie przyjemnie jest wiedzieć, że jesteście tam, po drugiej stronie Internetu. Jedzie się wtedy raźniej, a dziś nawet szybciej. Miejsce campingowe mamy niezbyt może przyjemne, jednakże z bieżącą wodą, ponieważ nieopodal samochodu bije źródło.
136 km. Na szczęście rower i ja spełniamy wymogi ograniczone znakami. Kładki mostowe w Norwegii są kratownicami. Spod nich widać to, co jest na dole. W tym przypadku potok.
93 km.
89 km. Jest bardzo ciepło. Celsjusz rozgrzał atmosferę do dwudziestu ośmiu stopni.
88 km. Przepraszam, że się nie odzywam. Skupiam się na pokonywaniu wzniesień oraz na ruchu samochodowym.
68 km.
60 km.
58 km.
29 km.
18 km. Bez komentarza.
16 km.
7 km.
Jesteśmy po drugiej stronie zatoki. Czas rozpocząć dzisiejszą podroż.
Na promie.
Cena za przeprawę to 163 korony za dwie osoby, samochód i rower. Patrząc na to z perspektywy szprychy i złego centrowania koła, to nie jest drogo. Jak tylko się zaokrętowaliśmy, cała masa podróżnych udała się od razu na górny pokład do bufetu na poranny posiłek.
Dzień 25. Środa. 18.07.2018. 6 km. Jeszcze wczoraj wieczorem doszliśmy do wniosku, że czas wzbogacić przygodę o nową atrakcję. Dziś niestety na nią zaspaliśmy. Jesteśmy teraz w Olderdalen. O 8:20 mamy prom (to ta wspomniana atrakcja) do Lynkseidet. Skrócimy sobie dystans i wysiłek. Śniadanie zjedliśmy na przystani.

17 July 2018

Jutro jedziemy dalej. Finlandia bogata jest w lasy i jeziora, Norwegia zaś w góry i fiordy. Mam nadzieję, że nimi Was nie zanudzam. Jeśli wszystko się uda, w piątek wjedziemy do Narviku, ale to jeszcze szmat czasu i drogi. Dziękuję za aktywność na blogu i zapraszam na następne dwa tysiące kilometrów. Ps. Będziemy mieć sąsiadów. Właśnie zajechał samochód z dwójką podróżnych. Będą nocować jakieś sto metrów od nas. Nie będziemy sobie przeszkadzać.
Taras widokowy gratis. Dzień zakończony. Zakończony sukcesem. Nie dość, że znaleźliśmy świetne miejsce campingowe, to nie występują tu komary. Liczymy przeto na dobry sen. Na obiad skonsumowaliśmy żołnierski prowiant: taco pastę z kaszą, a na deser mus jabłkowy z ryżem. Orzeszki i krakersy zjedzone były już wcześniej. Obecnie zajadam się waflami tj. chrupkim, żytnim pieczywem. Tata wypije sobie kawę.
Dystans: 132,69 km. Czas pracy roweru: 6:41:01. Średnia: 19,85 km/h. Maksymalna: 56,38 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=69.6452765+20.4657203
114 km.
106 km.
102 km.
99 km. Widzicie ten domek na skraju cypla?
98 km. Na znakach drogowych widnieje, niestosowane już w Polsce, oznakowanie godziny.
96 km. Samochody tunelem, rowery dookoła góry.
91 km. Storslett.
75 km. Do kolekcji Magdy.
71 km.
59 km.
54 km.
53 km. Skoro stoi tu autokar z Niemiec, to jesteśmy na szczycie.
50 km. Jeszcze nie czas na wytchnienie.
47 km. Pniemy się coraz wyżej.
46 km.
44 km.
42 km. Hodowle łososia. W głębi most spinający brzegi zatoki.
32 km.
29 km. Za to zjazdy odbywają się w okamgnieniu, kiedy rower mknie z prędkością 50 km/h.
25 km. Przeskoki między fiordami należą to wymagających odcinków trasy. Przed chwilą zakończyłem długi podjazd. Much wokół mnie roje.
22 km. Przy tym górskim potoku pozostawimy za sobą trzy tysiące przejechanych kilometrów.
21 km. Dzikiej zwierzyny tu dostatek.
13 km. Poruszamy się wzdłuż następnego fiordu.
6 km.
Dzień 24. Wtorek. 17.07.2018. Obudziliśmy się. Za moment śniadanie. W samochodzie jest sporo wilgoci powstałej na skutek naszych oddechów. Samochód nie ma wentylacji, bo ogrom komarów jest w tych regionach nie do pohamowania. Chcieliśmy kupić gazę w aptece w Alcie, ale raz, że nie posiadali dużych rozmiarów, dwa, że cena za te, które mieli na stanie, była astronomiczna. Mam wrażenie, że nasza złotówka w zestawieniu z norweską koroną, to jak miedziany grosz, do złotego denera. Dysproporcja jest przeogromna. Baton czekoladowy, którego u nas dostaniecie za niecałe 2 zł, tu kosztuje PIĘĆ razy więcej. Staramy się nie wydawać nic z naszego trzosa. Jedynie co, to na paliwo (8 zł za litr).

16 July 2018

Trzecia przyczyna, ujawniła dopiero się dziś. Będzie ona rzutować na ogólny kilometraż w Norwegii. Sprawa dotyczy tuneli. Nie wiem, jakim powodem panowie drogowcy się kierowali, ale przez niektóre tunele rower może jeździć, a przez niektóre nie, mimo że wszystkie zbudowane są według tego samego projektu. Fakt faktem, że robię teraz dodatkowe kilometry jeżdżąc sobie gdzieś dookoła. Jutro zamierzam rozmienić trzy stówki, aby tym jeszcze bardziej przybliżyć się do Narviku. Pogoda będzie rewelacyjna. Wasza obecność również. Ps. Komary atakują. Zmykam do samochodu. Wyszedłem na chwilę na zewnątrz, żeby wysłać ten wpis. Pozdrawiam.
Dystans: 134,49 km. Czas pracy roweru: 6:48:32. Średnia: 19,75 km/h. Maksymalna: 53,20 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=70.0381217+22.238105 Czas na krótkie podsumowanie, mimo że zasięg w miejscu biwakowania, jest bardzo mizerny. Wiem, że niektórzy mogą mi suszyć głowę, że przejechałem dalej niż było planowane, ale uczyniłem to z dwóch, a właściwie trzech powodów. Pierwszy podyktowany był ukształtowaniem terenu. Z jednej strony góry, z drugiej ocean. Miejsce na nocleg praktycznie zerowe. Drugi powód podlegał bezpośrednio psychice. Muszę Wam powiedzieć, że 130 lepiej prezentuje się na liczniku niż takie 120 czy 110. 😁 Nogi weszły w trans, a mózg nie miał nic przeciwko temu, dlatego zajechało się troszkę dalej.
133 km.
131 km. Na krańcu zatoki.
121 km. A tu dzięcioł ma swoją skrzynkę na listy.
120 km.
117 km. Potoki dziesiątkami spływają do zatoki. Jedne małe, drugie pokaźniejsze.
116 km. Niebo mieni się seledynem na krańcach horyzontu.
107 km. Kiedy fiord wrzyna się w skały.
104 km.
102 km. Norge.
101 km. Norweskie Morskie Oko.
100 km. Takie widoki przywołują, odległe o tysiące kilometrów, nasze Tatry.
91 km. Podjazdy nieskończone, niebo odległe.
88 km. Talvik.
87 km. Samochód tunelem, rower objazdem.
79 km. Kolejny tunel za zakrętem.
76 km. Tym tunelem (1200 m) rowerzyści mogą się poruszać. Nie różni się on niczym od poprzednich, a jednak tam postawiono zakazy.
71 km. W sumie trzy tunele i ten oto most nie zostały udostępnione dla ruchu rowerowego. Musiałem korzystać ze starej drogi, kręcąc dodatkowe kilometry. Podczas wyjazdu wyszło, że pan z serwisu spartaczył swoją pracę. Koło nie jest prawidłowo wycentrowane.
56 km.
51 km. W tymi to sklepie, za wieszakami z odzieżą, jest ukryty serwis rowerowy. Czekam na wymianę szprychy. Aż strach pomyśleć, ile to będzie kosztować. Już wiem: 350 koron.
42 km. Na jednym z postojów, z bocznej ulicy wyjeżdża samochód. Pani opuszcza szybę i zagaduje po norwesku. Ja do niej, że norsk nie jest moim faworytem, więc pani po angielsku, czy widziałem konia? - Konia - zapytuję - teraz? - Tak, konia. - Nie, nie widziałem. - A pan Mieczysław? Pan Mieczysław od razu kiwa głową i mówi: - Tak, nawet dwa. Luzem sobie biegały. - A dokąd pobiegły? - dopytuje pani. - A no tam. - Dziękuję bardzo za pomoc.
37 km. Miasto Alta coraz bliżej.
29 km.
15 km.
7 km.
Dzień 23. Poniedziałek. 16.07.2018. Tak Panie Robercie D., urodziny Pan dziś obchodzi. Z tej okazji życzę Panu samych szóstek w ojcowskiej szkole i zwiększenia debetu na karcie kredytowej ze strony Ministerstwa Finansów Pańskiej żony. 😉 Trzymaj się dziś wyjątkowo, drogi kolego.

15 July 2018

Szkoda, że Chorwacja nie została mistrzem świata w piłce nożnej. 😔
Dystans: 74,33 km. Czas pracy roweru: 3:50:17. Średnia: 19,36 km/h. Maksymalna: 49,18 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=70.1885341+24.0393974 Dzień zamknięty tak jak samochód, a zatem siekierę spokojnie możecie w nim zawiesić. Taka tu duchota, ponieważ na zewnątrz panuje inwazja komarów. Dziś kilometrów ot co. Deszcz zmoczył odzież i buty. Na drodze ruch rowerzystów wzmożony - tych lokalnych i dalekobieżnych. Jeśli chodzi o tych drugich, to mają oni wszyscy wspólny cel, jakim jest Nordkapp. My zmierzamy w przeciwną stronę. Za pięćdziesiąt kilometrów przejeżdżamy przez miasto Alta. Tam szukamy serwisu rowerowego i usuwamy usterkę z pęknięta szprychą. Potem dalej ku granicy okręgów. Zaplanowanych jest 115-120 kilometrów. Pogoda ma być przychylna. Warto to wykorzystać.
72 km. Pękła szprycha w tylnym kole. Podjadę jutro do najbliższego miasta i poszukam serwisu.
65 km.
64 km.
62 km.
55 km. Jarek z Golubia-Dobrzynia rozpoczął trasę z Nynäshamn i zmierza na Nordkapp.
52 km. Coraz więcej rachitycznych brzóz.
44 km. Przelotny opad, jaki mi zastąpił drogę, należał do tych, co lubią przemoczyć buty. Robi się jednak ciepło. Powoli przedziera się Słońce.
16 km.
7 km.
1 km. Ile dni drogi zostało do naszego miasta?
Dotarliśmy do znanego już Wam skrzyżowania. Teraz śniadanie, przebranie itd..
Gdy tylko oporządziliśmy się do wyjazdu, niebo przerzedziło chmury. Mieliśmy naprawdę dużo szczęścia, aby ujrzeć cały ten majestat, bo kwadrans później znowu nic nie było widać. Teraz jesteśmy gotowi do dalszej podróży.
Matka Ziemia i siedem kontynentów.
Tam, gdzie oceany mieszają swe wody. Po lewej Atlantyk, po prawej Arktyczny.
Dzień 22. Niedziela. 15.07.2018. Wstajemy. Spać już się nie chce, na placu kręcą się nowi turyści. Zajeżdżają nowe samochodyi i motocykle. Autokar z Niemiec jeszcze się nie pojawił. Ubieram się w rzeczy cywilne, nie sportowe. Śniadanie zjemy później. Najpierw zamontujemy rower na dach i poszukamy globusa. Mgła chyba jeszcze bardziej zgęstniała, dlatego widoków nie będzie co podziwiać. 😁

14 July 2018

Nie przychodzą mi do głowy żadne wielkie słowa, mimo że siedzę na skraju świata. Fajnie, że tu jestem. Jeśli się nie pomyliłem w obliczeniach, dziś moje życie liczy 16000 dni. Jest zatem okazja do świętowania. Jeszcze raz dziękuję za trzytygodniową obecność i życząc spokojnej nocy, pozdrawiam Was serdecznie. Ps. Pan Mieczysław odtwarza teraz symfonię D-dur. Jest co posłuchać. Chrapanie ma swoje zalety.
A właśnie, Narvik. Tak nazywa się druga część rozdziału "Norge". Zaczynamy spisywać ją od jutra. Tak jak już wspomniałem. Rower ląduje na dachu samochodu i przez 130 km nie będzie kręcił kołami. Proszę zatem Brata, aby od sumy ogólnej odliczył ten dystans. Poruszamy się wielkimi zawijasami wśród fiordów. Zmniejszam też dystans dzienny na 115 kilometrów. Jutrzejszy dzień jest jednak wyjątkiem, bo zaplanowałem tylko 50 km, po tym jak po południu przestanie padać deszcz. Dzięki pomocy Kamila, naszego Zaklinacza, odczuwam lepszy komfort psychiczny, kiedy znam prognozę pogody. Nastawienie na wysiłek jest wtedy zupełnie inne. 😀 Dziękuję, sąsiedzie.
Dziękować nigdy za wiele za każdy najmniejszy odruch Waszej chęci zaglądania na journi. Nawet nie wiecie, ile pomogła mi Wasza aktywność. Dziękuję za nią PRZEOGROMNIE. A jak wygląda sprawa na jutro? Cóż. Śpimy na wielkim parkingu pośród camperów i namiotów z różnych zakątków Europy. Mgła wszystko i wszystkich szczelnie otula. Wilgoci mamy pod dostatkiem. Jutro odzież będzie się suszyć dzięki samochodowemu ogrzewaniu. Nad ranem ma jednak popadywać. Mimo to chcemy zobaczyć pomnik w kształcie globusa, który gdzieś tutaj jest. Trzeba go tylko odnaleźć w tych chmurach. W sklepie z pamiątkami ceny wywindowane powyżej ludzkiego pojęcia. Jeden magnes, po przeliczeniu na złotówki, kosztuje 25 złotych. Nie kupiłem żadnego. Może w Narviku uda się dostać taniej.
Moi drodzy, dostaję od Was ciepłe SMSy, równie miłe komentarze i polubienia. Właściwie brakuje mi słów, żeby Wam za nie podziękować. Jest mi niezmiernie miło, że byliście i jesteście z nami na każdym etapie tej podróży. Za nami trzy tygodnie napędzania roweru, który przesunął się na mapie o prawie 2700 kilometrów. Dla jednych to dużo, dla innych mniej. Tak po prawdzie jest to droga podzielona na małe odcinki. Patrząc logicznie, w ten sposób można zajechać dokądkolwiek. Przed rokiem wjeżdżałem do Lizbony, dziś na północy skraj kontynentu. Nie ukrywam, że jest również wielką zasługa taty, który zabezpieczył wyprawę od strony logistycznej. Nie musiałem martwić się ani o jedzenie i ani o nocleg. Nie wspomnę o obciążeniu bagażami, których nie potrzebowałem ładować na bagażnik.
Dystans: 150,13 km. Czas pracy roweru: 8:00:44. Średnia: 18,73 km/h. Maksymalna: 51,35 km/h. Lokalizacja: https://maps.google.com/maps?q=71.1698687+25.7832413
150 km. Po zapłaceniu 275 koron za wjazd na Nordkapp, dotarliśmy na szczyt. Niestety chmury wszystko zakrywają. Liczę na to, że jutro rano będzie lepszy widok. Zostajemy tu bowiem na noc.
145 km.
142 km.
141 km.
140 km. W górę, na Olimp!
133 km. Atlantyk.
131 km. W krainie chmur.
129 km. Śnieg na tej wysokości i szerokości zalega sobie w najlepsze.
127 km. Do wieży lotów. Proszę o zgodę na lądowanie.