Poland, Vietnam · 19 Days · 40 Moments · August 2017

Przygoda Michał w Vietnam


2 September 2017

Co za szalony dla dzień! Na początku pokazałem prezentacje Mai. Później udaliśmy się na lunch do jej domu. Zjechała się cała rodzina z najdalszych stron. Dałem Mai prezent, spolice orzechowa, wszyscy zadowoleni. Popilismy mocno ryżówke... Później wracaliśmy do szkoły. Mark prowadził motor, ja siedziałem z tyłu, nie był tak pijany jak ja. Już przed samymym centrum go, nie wiem nie widział drugiego motoru który zasuwal z 40-50 na godzinę i wyprzedza nas z przodu co jest dziwne, bo normalnie wyprzedzają z tyłu. I spowodował wypadek... Ja trochę oberwałem, Mark bardziej a najbardziej gość, pasażer drugiego motorka, który miał cała twarz, zakrwawiona. W staliśmy I każdy udał się w swoją stronę... Totalny szok... Dobrze ze na policję nie zadzwonili... Trochę boli, ale do wesela sie zagoi...

31 August 2017

Z samego rana wyruszyłem do 2 szkoły, yellow. Z przesiadka w po środku. Po 6 godzinach dotarłem do szkoły. Nie była to jedna z najprzyjemniejszych podróży, ciasny autobus, kręte, górskie uliczki, ludzie zapakowani jak konserwy, wietnamiskie powietrze no i w dodatku głośna wietnamska muzyka. Ciekawe doświadczenie...

30 August 2017

29 August 2017

Co za szalony dzień, po lunchu wybraliśmy się nad wodospady, malownicze widoki nie do opisania. Słoneczny dzień, zero chmur. Próbujemy dostać się pod wodospady. Szliśmy wzdłuż rzeki, nie było to łatwe, jest dość rozległa a jej nurt jest szybki. Po kilku godzinach docieramy do wodospadów. Tam mieliśmy lunch, pod samym spadem nurtu. Świetne doświadczenie. Fajnie nam się siedziało. Lecz nikt nie zauważył, że za naszymi plecami zbliżają się czarne chmury... Skończyli jeść i nagle rozpętała się wietnamska nawalnica. Nie możemy zostać tam ani chwili dłużej, kilka godzin zostało nam do hotelu i musimy kilka razy przekroczyć rzekę która przybiera na sile... Idziemy, czas się bardzo dłuży... Kilka osób się poślizguje I wpada do wody. Pada bardzo gęsto, jakby ktoś lał z góry wadrami wody. Robi się coraz niebezpieczniej.. Ja Jeszcz w rękach trzymam statyw od kamery i jakoś próbuje przedostać się na drugi brzeg, woda miejscami sięga mi do brzucha.. Kilka razy wpadłem do wody.. Docierm
W bazie noclegowej zaprosili mnie na ryżówke, już na siedząco się przewracali. Dałem im już spokój i poszedłem się wreszcie wykąpać.

28 August 2017

Godzina 22:30 ulewa nie przestaje na sile. Każdy już chce wracać do domu. Parasolka w dłoń, ubrać na siebie worek foliowy i jedziemy. To mało powiedziane, bardziej płyniemy. Doga polna, rzeka a przed nami około 1 h jazdy... Jedziemy, ja siadam jako pasażer. Podobno prowadzi najlepszy kierowca.. przed sobą widzę tylko tyle ile światła motoru oświetlaja nam drogi. Wszędzie ciemno, a pamiętam że po obu stronach tej kretej i cisanej drogi są tylko urwiska. Marzę o tym aby tylko ten motocykl nie rozkraczyl się na środku drogi. Nie bardzo miałbym siły aby iść w środku Wietnamskiej ulewy 8 km pieszo, z parasolka w dłoni. Przed nami pojawia się jakiś niezidentyfikowany obiekt, światła reflektorow nas oslepiaja. Ktoś jedzie ciężarówka, pewnie do domu. Środkiem rzeki. Powodzenia, jak motorem ledwie da się tam przejechać... Już mi wszystko jedno, po prostu siedzę i obeswuje... Wreszcie, cały mokry i w jednym kawału docieram do bazy.
Około 20:00 dojechaliśmy na festiwal ognia, niesamowite przeżycie, gdy razem z nimi możesz się bawić. Na początku dziadek rytmicznie wyszukuje coś w rodzaju modlitwy, która kontynuuje już przez cały festiwal. Ludzie zaczynają się schodzić. Wszędzie ciemno, próbują zorganizować jakieś światło. Klimatu dodaje zbliżającą się burza i efektowne błyskawice. Ktoś przynosi ogień aby rozpalić to duże ognisko, zabawa dopiero się zaczyna. Rytm śpiewu wprowadza nastrój całej imprezie. Przychodzą mnisi, po chwili tak jakby zahipontyzowni zaczynają podstakiwac jak żaby. A ludzie próbują ich spowrotem posadzić. Wybija ostatnio dźwięk modlitwy, w tym samym czasie zaczyna padać deszcz. Mnisi wylatują rytm na tym specyficznym instrumencie i biegną w stronę ognia. Każdy z nich rozgrzebuje ognisko gołymi nogami i rękami. Rozzażone odłami szybuja we wszystkich stronach. Obrywam parę razy takim odlamkiem. Ulewa dopełnia wszystko a przewodnicy ponownie zaczyna wystawiać rytm...
Dojechaliśmy po około godzinnej jeździe Motorami do wioski. Tam mieliśmy pokazy regionalnych strojów, ucztę i zabawę. Oczywiście nie obyło się bez ich rice vine, czyli takiego 30-40% alkoholu. Nasi kierownicy też pili, więc tym bardziej podróż w środku nocy, po ulrwie wydaje się sensowna.
Czas w drogę do Lam Binh , na początku mieliśmy jechac tam busem, ale już po chwili zmienilismy plany, bo droga była nie przejezdne po ulewa. Przesiedlimy się na motorki.
Co za historia, spaceruje sobie i zauważyłem jak jakaś kobieta schodziła z po zboczu. Miała ze sobą na plecach taki duży Kosz na różne owoce i warzywa. Była ubrana w lokalny strój przeplatane czerwony, zielony i niebieski kolor. I najlepsze ze wyglądało jakby rozmawiała przez telefon, ale tego nie jestem w 100% pewnien. W każdym razie była bardzo skupiona. Zacząłem iść w jej stronę. Powoli się zbliżałem gdy nagle ona mnie zauważyła, byłem dosyć blisko na około 20 metrów. Nagle ja patrzę na nią ona na mnie. Ja stoję bez ruchu, ona również. Nikt się nie rusza... Pośliznalem się.. Ona zaczęła biec w stronę swojego domku. Wyglądała na przestraszona, jakby ducha zobaczyła. Po chwili zrzuciła z siebie ten kosz i biegła dwa razy szybciej... Dlugo się nie zastanawiając wziąłem nogi za pas i poszedłem z tamtąd. Znaczy uciekłem jak najszybciej się da. Cały Widocznie biały człowiek, o wysokość 192 cm nie jest tu za często wyidywany. Być może byłem pierwszym białym którego widziała na oczy.

24 August 2017

Docierasz do szkoły Ms Viet let center. W tej szkole zwykle jest kilku wolontariuszy. Po prostu zawsze ktoś się kręci. Co ciekawe, w szkole uczą języka zagraniczni ludzie bo Wietnamscy nauczyciele maja straszny akcent dlatego tak ważne jest aby uczył ich ktoś z poprawnym językiem. Podróż przebiegła bardzo fajnie. Tylko że na prowincji tylko wolontariusze mówią po angielsku, body language tylko wchodzi w grę i wcześniejsze przygotowanie ściągawki po wietnamsku. Model: nie wiem jak to będzie ale kompromis jest jedynym rozwiązaniem. Wolontariusze na 1 miesiąc, płacą za wszystko a ci którzy zostają powyżej 2 miesięcy już nie. Zobaczymy, na razie wszystko jest okej. Ludzie są tu bardzo bezpośredni, lubię to. Siedziałem w autobusie, a tu nagle odwraca się do mnie dziewczyna i pyta czy może się do mnie przysiąść. Po prostu chciała potrenować swój język angielski.
Wolontariat: Dotrzyj na stację autobusowa. I tam pokazuj tak wydrukowana kartę, z takimi napisami. Lokalni zaprowadza Cię do busa.

23 August 2017

Nimh Binh, fajnie miejsce. Warto się tam wybrać na jeden dzień. Około 40 dolarów.

21 August 2017

Ha Long, fajnie miejsce. Dużo się dzieje, pełno turystów. Uwaga: za wycieczkę 2 dni można zapłacić 90 - 110 dolarów. Zależy jak wytsrgujesz. Dzień przed wyjazdem do Halong, zaopatrz się w 2 butelki. I parę butelek piwa. Na Statku sprzedają drinki i wodę. Nie jest to wliczone w cenę wycieczki. Pamiętaj!

20 August 2017

Później miałem sesje zdjęciową z parą, bardzo mili. Spotkałem się z inną grupą studentów. Też fajnie mi się z nimi rozmawiało. Później byłem na mszy w Hanoi, w katedrze. 20:00 kościół pełen ludzi. Oczywiście są pewne różnice ale nie o to chodzi. Koniecznie polecam aby przyjść na mszę w języku wietnamskim. Mimo że jest tam około 8% chrześcijan, widać że są autentyczni. Ich śpiewy nie da się porównać, trzeba to przeżyć. Później wziąłem Grab, taka motorynke taxi. Zapłaciłem 5 PLN ale najlepszy przejazd, byłem kierowca. Coś niesamowite poruszać się po ulicach w Hanoi na skuterze. Warto się tu spróbować. Później byłem odwiedzić ulice dla białasów. I zjadłem sobie super zupę pho około 1 w nocy.
Dzisiaj byłem przewodnikiem dla grupy studentów z prowincji w Wietnamie. Są bardzo otwarci, I niektórzy z nich dobrze mówią po angielsku. Fajnie spędziłem z nimi kilka godzin. Było to coś w rodzaju food tour, wokół sword lake. Później graliśmy w jakąś grę w której podrzuca się taka lotkę, cos jak do babinktona. I chodziliśmy na tyczkach.

19 August 2017

Kawkę mrożona sobie pije, a tu przedemna parkuję tekie byle.
Jedzonko na ulicy. Po tym masażu spałem z 12 godzin. Jest mega intensywny full body.

18 August 2017

Taki bazary największe w mieście. Trwają 3 noce, piątek, sobota, niedziela. Możesz tam kupić wszystko, rozciągają się na całej długości ulicy Hang Dao w Hanoi . Trzeba się targować. Odrazu wyskakują dla białego cena z kosmosu. Można upolować tu ładne perełki. Najlepsze bo niektóre rzeczy są odrazu z metkami po polsku.
Najlepszy masaż w mieście. Trzeba przejść szybko wszystkie etapy, bo masaż na końcu jest najlepszy.
Kafejki internetowe 6 tys dongow za godzinę.
Kurczaki na ulicy? Nie ma problemu. Najlepszy skuter a mieście, przenośne dorabianie kluczy.
Byłem w Padodze ma west lake a później przypadkiem trafiłem do bazaru, tak przypadkowo. Hehe, pierwszy raz widziałem jak kobita zabija takiego 15 kg, coś sumowatego. Napierdzielala w niego metalowym kołkiem. Albo jak wygląda rozbieranie żaby.
Udałem się na jezioro wschodzie, gdzie udało mi się złowić pierwsza rybę w Wietnamie.
Następnie zobaczyłem ogród botaniczny, fajnie miejsce, spokojne lecz bez szału. Najlepsza były małpy, mam nawet filmik.
Po drodze zwiedzilme padoge na jednym słupie I muzeum ah Ho si Ming. To muzeum jakaś zgroza. Jak nie chcesz dostać raka, to tam nie idź.
Spacerując do kolejnego punktu natknąłem się na pewną grę w parku. Trochę to podobne do szachów, chińskie znaczki zamiast figur, spodobało mi się, lecz nie mogłem dowiedzieć się jak to się nazywa. Dopiero wieczorem zapytałem się znajomego że to jest 'Co tuong' w domu zobaczę o co tam chodzi.
Dobra czas podsumować co się działo. Na początek odwiedziłem muzeum literatury. Warto, pp dzisiejszym dniu stwierdzam że Wietnamczycy są jakiś tacy chińscy. W muzeum jest praktycznie w języku chińskim.

17 August 2017

Wieczorem spotkałem się w Hanoi z Kasią, która mieszka tu już 2 lata. Bardzo otwarta dziewczyna, dużo wie o Azji. Dzięki nie dużo so Rb dowiedziałem. Szczególnie aspekt nawiązywania kontaktów w Azji i robienia tu biznesu. Najpierw musimy się poznać, jesteś bezpośredni, mówi że coś chcemy. Wietnamczycy są pomocni. Odrazu dodawać do kontaktów na fb. I nie bać się prosić o przysługę, lecz w przyszłość oczekuj na wazejmnosc z jego strony. Inna kultura, inny sposób bycia ale najważniejsze to dać się polubić. Trzeba być otwartym, wtedu dopiero możemy przechodzić do biznesu. Aspekt z postrzeganiem czasu też jest ciekawy. Możesz umawiać się na za tydzień lecz nie warto. W tym samym dniu się umawiacie na spotkanie. Itd. A co do Wolontariusze: nie ma się co bać lecz trzeba być otwartym i uważnym aby nie dać się oszukać. To tyle idę spać, dzisiaj był ciekawy dzień.
No to jestem, duszno i gorąco tu jest. Mini wszystko nowe miejsce, ale szybko się tu odnajduje. Dużo się dzieje. Hotel też taki sobie ale ja tam tylko śpię, więc więcej mi kiedy trzeba. Chyba wybiorę się na masaż.
Wysiadłem samolotu, przeszedłem przez bramkę wizowa. PS. Działa Wi-Fi na lotnisku, więc odrazu możecie dać znać rodzinie, że wyladowwliscie. Następnie wymieniłem tylko 200 dolarów, nawet na lotnisku trzeba uważać. Kobieta chciała mnie oskubac na 100.000. Dlatego zapytaj a kilku punktach i sam sobie policz na telefonie ile to wyjdzie. Kupiłem sobie tam też kartę do telefonu za 300.000, dzięki temu pozostanę w Kontakcie ze szkołą do której się wybieram, no i mam internet mobilny. Potrzebujesz paszportu. Następnie wyszedłem z lotniska, skręciłem w lewo i wsiadłem do autobusu, przedstawionego na zdjęciu. Oczywiście możesz też wziąć sobie Ubera. Nie polecam taksówkarzy. Odrazu chcieli 500.000 a za busa place tylko 30.000 więc spora różnica. No i dołączam plan, jego podróży. Jeśli jednak taxi to płać tam dopiero po, nigdy przed usługa. Na lotnisku pełno nagabywaczy. Pan z autobusu, bardzo pomocny i pomógł mi zapakować ciężka walizke. No się zaczęło.
A tutaj z samolotu, w drodze z Paryża do Hanoi.

16 August 2017

Leżę sobie czym ebooka. Jest dobrze :)
Hej na lotnisku w Paryżu znalazłem 25 centów, tyle wygrać :)
Jestem w samolocie, przygoda dopiero się rozpoczyna. Na razie wszystko przebiega bez zarzutów. Myślę że wszystko przebiegnie bardzo płynnie. Muszę mieć w planach, że ten wyjazd jest przygotowany dla przyszłych wolontariuszy. Dlatego każdy punkt drogi , już po wyladowaniu muszę zapisywać dla kolejnych osób. Have a nice trip I w drogę.
Na lotnisku, czekam na odprawę.

15 August 2017

W drodze na lotnisko w Warszawie