2 Days · 40 Moments · March 2018

OSTERODE. Ostróda 187,08 km


30 March 2018

Z tego miejsca tj. z przedziału rowerowego, chciałbym podziękować wszystkim - tym widocznym i tym ukrytym - za obecność na trasie. Zawsze jest to dla mnie duży bodziec do przesuwania się na mapie. Dziękuję 😉 Wycieczka powoli dobiega końca. Cel udało się osiągnąć. Mogła być lepsza pogoda i nawierzchnia w powiecie ostródzkim, ale wszystkiego mieć nie można. Najważniejsze, że nie padało. Zobaczyłem po raz pierwszy Lidzbark Welski i zajechałem bicyklem na pole bitwy pod Grunwaldem. Udało mi się również odkryć źródło Drwęcy i całkiem przypadkowo porozmawiać po niemiecku w tamtejszym lesie. Ostatnim punktem była oczywiście Ostróda. Bez tego miasta wycieczka nie miałaby dalszego celu, a tak było dokąd jechać. Do zobaczenia na kolejnej trasie. Bywajcie!
W drodze do domu.
185 km. Na dworcu PKP.
184 km. Zamek krzyżacki w Ostródzie.
182 km.
175 km. Zrobiło się bardziej równo. Czarnym szlakiem. Ostatnie kilometry.
158 km. Sporo tu stajni i wybiegów dla koni. Niestety asfalt to szwajcarski ser.
157 km. Czyżby obecność dworku w Pacółtowie jest zapowiedzią lepszej nawierzchni szlaku? Pobliskie pole dostosowane jest lądowania awionetek, więc na wyższy standard łudzić się zawsze można.
155 km. Mocno rozmiękłym traktem jechać się nie da. Wybrałem alternatywną drogę. Rower niestety trzeba pchać, bo ta łączka też jest nasiąknięta roztopami.
154 km. Przedstawiam Wam pierwszy most na Drwęcy patrząc od jej źródła. Most wygląda na bardzo stary, ale spróbuję po nim przejść. Raz dzisiaj byłem już zmoczony. 😁
153 km. Skarb odnaleziony!
152 km. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w głuchym lesie, kilka kilometrów od asfaltu, spotkałem grupkę Niemców - trójkę dorosłych i kilka dzieci z rowerami. Niestety sąsiedzi zza Odry nie potrafili mi wskazać drogi do skarbu. Szukam zatem dalej.
151 km. Drogą pełna błota i kamieni. Jestem tu po to, żeby znaleźć pewien skarb.
149 km. Jadąc leśnym duktem zręcznie omijam kałuże, w przeciwieństwie do nadjeżdżającego z przeciwka samochodu. Zawartość z jednej z dziur ląduje na całym moim lewym boku.
142 km. Grunwald.
141,0 km. Grunwald. Pole bitwy.
135 km. Skręcamy?
130 km. Urząd Gminy w Dąbrównie.
123 km. Zamarznięte jezioro Rumian.
121 km. Tak jak mówi znak, jesteśmy w Prusach, tylko że dwa stulecia później.
115 km. Koszelewy. Przystanek PKS jak marzenie.
101 km. Przewaga roweru nad samochodem. Tam, gdzie brakuje mostu i jest tylko kładka, można przejechać. Samochody czekają do czerwca, a zatem do końca remontu.
100 km. Lidzbark położony na rzeką Wel. W tym miejscu https://maps.google.com/maps?q=53.26301+19.8234867, gdzie teraz stoję znajdował się zameczek krzyżacki. Na jego fundamentach znajduje się obecnie biblioteka miejska.
98 km. Drogą przed siebie.
90 km. Granica województw.
73 km. Ziemia Brodnicka. Tereny mocno pagórkowate i wietrzne.
69 km. Śniadanie.
60 km. Nie zawsze jest asfalt.
54 km. Radziki Duże - rodzinne strony taty mojej żony. W tle ruiny kolejnego zamku. Tym razem to forteca polska, wzniesiona na początku XV wieku przez rodzinę Radzikowskich.
43 km. Szafarnia. Miejsce pobytu naszego wybitnego kompozytora Fryderyka Chopina. Bardzo miły pan księgowy zaproponował mi zwiedzanie obiektu, ale grzecznie odmówiłem. Zapowiedziałem się jednak na 14 kwietnia, kiedy będę tędy przejeżdżać rowerem wraz z bratem, Slavusem Ticarusem. 😊
36 km. Golub. Dawna warownia krzyżacka górująca nad pobliskim miastem. W późniejszym wiekach pozbawiona przedzamcza i przebudowana według upodobań panującej tu Anny Wazówny.
24 km. Poruszając się po terenach dawnego zaboru rosyjskiego, czas wracać do Prus. Ta sama Drwęca, tyle że jesteśmy na jej lewym brzegu.
10 km. Lubicz, a wraz z nim graniczna rzeka między Zakonem Krzyżackim a Państwem Polskim. Tutaj też znajdował się punkt granicznym między Prusami a Rosją w czasie zaborów.
6 km. Drogą na wschód. Bursztynowa autostrada znajduje się pod widocznym na horyzoncie wiaduktem.
Piątek. 30.03.2018. Rozpoczyna się dzień, a wraz z nim i podróż. 😉

29 March 2018

Zależało mi, aby tę wycieczkę do Ostródy opisać na tutejszym blogu. Nic tak nie daje poweru, jak obecność kibiców na trasie. Liczę zatem na Waszą pomoc. 😊
Czwartek. 29.03.2018. Witajcie moi drodzy z deszczowego i mocno zachlapanego Torunia. Jutro za to ma być znacznie ładniej. Pojawią się słońce i osiem kresek ciepła. Czemuż by zatem nie udać się na wycieczkę rowerową? W Ostródzie byłem bodajże dwa razy. Ostatni raz w sierpniu 2014 roku. Moja kochana żona zaproponowała wówczas wspólny wypad kajakowy. Miasto założone przez komtura Luthera von Braunschweig, stanowiło naszą bazę początkową. Do Torunia płynęliśmy mocno meandrującą Drwęca, przez pięć słonecznych dni. Pokonaliśmy wtedy 197,50 km, które miały swój finał na Bulwarze Filadelfijskim. Wspomnienia i frajda z cieszenia się wodą, kajakiem i namiotem były niezapomniane. Wracając do planu rowerowego wypadu, naszła mnie myśl ponownego zobaczenia tego krzyżackiego miasta, tym bardziej, że rowerem tutaj jeszcze nie byłem. Plan jest prosty. Wyjazd o 6:00. Najpierw Golub-Dobrzyń, potem Lidzbark Welski, a na końcu Ostróda. Pociąg powrotny mam o 19:04. Dystans zaplanowany jest na 182 km.