France · 2 Days · 48 Moments · July 2016

7 July 2016

Narobiłam kupę zdjęć, ale trzeba było zamiast tego więcej nagrywać. Na zdjęcia można popatrzeć raz, a piosenki, które nagrałam słuchałam potem do późna w nocy, przez cały lot i jeszcze po powrocie :)
Miejsce miałam bardzo fajne, mniej więcej w połowie płyty, 5 rząd areny.
Zaczyna się, jest! Tyle czekania i to jest ta chwila!
Wejście na widownię, mój sektor to O. Przy okazji - jak ludzie jedzą i piją przed wejściem, to zamiast dedukować, że z jedzeniem nie wpuszczają, lepiej po prostu zapytać :) To by mi oszczędziło picia wody na czas :) Najpierw support, potem 20 min przerwy (toaleta - woda po raz drugi okazała się pomyłką :) i..
Do Bercy dotarłam przed 18, na otwarcie wejścia. Jednak miły pan porządkowy powiedział mi, że to za wcześnie, że spokojnie mogę przyjść po 19. Koncert niby zaczynał się o 20, ale Celinka wychodziła koło 21. Jakbym wiedziała, tobym się tak nie spinała z czasem :( Mając ponad godzinę postanowiłam się przejść dookoła (wiedziałam, że w okolicy areny jest park), niestety obrałam bardzo zły kierunek, bo wylądowałam na jakiejś przelotowej trasie, w gorącu i smrodzie spalin. Nijak nie dało się stamtąd skręcić, a w połowie szkoda było się cofać. Miałam nadzieję, że gdzieś jednak dojdę i da się zrobić kółko, żeby nie musieć wracać tą samą drogą. Na szczęście się udało i doszłam w końcu do wejścia do parku. Po przejściu po parku i dotarciu znowu pod arenę miałam nadal jeszcze jakieś pół godziny. Poszłam na kawę, bo od rana żadnej nie piłam :)
Plan był taki, żeby zjeść porządny obiad i mieć chwilę na ogarnięcie się przed koncertem. Pojechałam w okolice hotelu, bo widziałam tam kilka sympatycznie wyglądających knajpek. Ogólnie pomimo, że z dala od turystycznych centrów w pobliżu hotelu było wszystko, czego potrzeba. Stacja metra (początkowa, więc zawsze było pusto :), po drodze McDonald, Carrefour Express.. Weszłam do knajpki, gdzie mieli ofertę lunchową za 13€. Niestety łosoś już wyszedł, zostało tylko mięsko, ale nie chciało już mi się kombinować. Chwila oczekiwania, co właściwie zamówiłam (kelner nie był w stanie wytłumaczyć po angielsku :) i danie okazało się pycha! Do tego był deser, mniam!
Ostatnie spojrzenie i widoki po drodze do metra. Zaczęło się robić późno.
Większość osób miała swoje osobne grobowe pokoiki.
Podziemia były ciekawe. Jeszcze dużo miejsca jest do zagospodarowania :)
Budowla jest okazała, ale miałam wrażenie, że służy do niczego - niby grobowiec, ale nie świątynia.
Miałam ochotę zobaczyć grobowiec Marii Curie. Bilet 8,5€.
Szybkie ogarnięcie przejazdów i już byłam pod Panteonem. Za każdym razem zadziwia i zachwyca mnie to, jak dobrze oznakowane są stacje. Nawet na przecięciu wielu linii nie sposób się zgubić (nie tak jak w Warszawie, gdzie potrzebowałam 3 razy, żeby trafić z I linii do II :)
Zastanawiałam się chwilę nad kolejnym kierunkiem. Wiedziałam, że chcę iść do Panteonu, ale wcześniej postanowiłam jeszcze obfotografować Moulin Rouge. To oznaczało, że trzeba było się cofnąć za plac Pigalle. Przeszłam się dość sympatyczną ścieżką.
Widoki od frontu. Na dole placyk z karuzelą.
Obeszłam jeszcze wnętrze Bazyliki. Wyglądało jak to w kościele :)
Wyjście wyglądało tak samo tylko że było w dół. Sponsorem wycieczki było słówko 'sortie', gdziekolwiek nie weszłam, zawsze potem podążałem za nim :)
Widoki były super. Obeszłam wieżę dwa razy :)
Bilet za 6€ i można się wspinać po 300 schodkach. Lekko nie było, nie dość że ciasno, w górę, to jeszcze w koło. Zawrót głowy i zadyszka murowane. A w pełni poczułam tę wspinaczkę po dwóch dniach. W łydkach :)
Katedra robi wrażenie!
Początek widoków! Tak, chcę wejść jeszcze wyżej!
Oczywiście nie spodziewałam się, że wejście do Sacre Cœur to taka wspinaczka. Ogólnie zaskakująco mało pamiętałam z poprzedniego pobytu w Paryżu. Choć jak policzyłam, że było to jakieś 20 lat temu, to przestało mnie to dziwić :)
Ok, Montmartre i krótsze spodnie :) Najbliżej pasowała mi stacja przy Placu Pigalle, więc czekał mnie mały spacer. A Plac okazał się więcej niż niepozorny :)
Urocze w Paryżu są restauracyjki i kafejki na każdym rogu.
Następnego dnia po śniadaniu ogarnęło mnie niezdecydowanie. Odpocząć? ogarnąć się? iść zwiedzać, a jeśli tak, to co? Potrzebowałam czasu, żeby to przemyśleć :) Poszłam więc kupić wodę i przy okazji sprawdzić jak bardzo jest ciepło - na tyle żeby założyć lżejsze spodnie, czy jednak długie (kolejna decyzja :). Okolica okazała się bardzo przyjemna, więc postanowiłam zrobić małe kółko. Tyle że wyszedł mi z tego taki zygzak, że bez GPS w życiu nie trafiłabym z powrotem. Sieroctwo przestrzenne w czystej postaci :)

6 July 2016

Piękny dzień! Pobudka o 4.30, pięć godzin na lotnisku, cztery godziny w podróży i przed 23.00 główne atrakcje zaliczone :)
Powrót do hotelu. W metrze zorientowałam się jak wyglądają moje buty po spacerze po piaszczystej ścieżce w ogrodzie.
Potańcówka pod Pałacem de Chaillot.
Ok, czas się ruszyć. Odchodzę dalej i dalej, ale nie mogę przestać oglądać się za siebie :)
Sesji ciąg dalszy. Czekam na podświetlenie i równo o 10 jest! :) Przez chwilę rozważałam wjazd na szczyt, ale jednak się nie zdecydowałam.
Pola Marsowe były całe zamknięte. Pod wieżę można było dostać się tylko po przejściu przez security check.
Sesja Wieży. A to dopiero początek :)
Już niedaleko, właściwie tuż, tuż..
9.30 a słońce dopiero schyla się ku zachodowi.
Most Aleksandra III po drodze.
Aha! Widać mój cel na horyzoncie :) Przeszłam na drugi brzeg i dopiero potem zorientowałam się, że przegapiłam Champs Elysees i Łuk Triumfalny. No cóż, może kiedy indziej.. :)
Ostatnie spojrzenie i Plac Concorde.
Dalej
A dalej - sielanka :) Ogród botaniczny :)
Szybkie "selfi" i lecę dalej :)
Plac przed Luwrem tonął w słońcu, a było już w pół do 9!
Do środka zajrzałam tylko przez szybę :)
Luwr zachwycił mnie ogromem. Wiedziałam, że jest duży, ale bez przesady! Ten dziedziniec był wielki!
Następnie podreptałam obejrzeć sobie z wierzchu Luwr :)
Zaczęłam od obfotografowania katedry Notre Dame. Miałam w planach wejście na wieżę następnego dnia, ale nie starczyło czasu :(
Przed 18 zameldowanie w hotelu, godzina na ogarnięcie się i ruszam w miasto :)
Od Wizzaira za prawie trzygodzinne opóźnienie. Jeszcze godzina czekania :(
Ku pamięci: nie kupować średniej kawy z mlekiem do tego wzmocnionej, bo nie ma opcji, żeby tyle wypić :)
Na lotnisku pustki, ale widać wzmocnioną ochronę i psy tropiciele. W sumie niepotrzebnie wstałam o 4.30, 2h na wyszukiwanie się, przygotowanie prowiantu i upchanie wszystkiego do walizki wystarczy.