Poland · 48 Days · 126 Moments · March 2018

3. wyprawa rowerowa 834,85 km


5 May 2018

Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować Rodzinie za gorące przyjęcie (długie rozmowy, pyszne jedzonko i trunki, wycieczki, zwiedzanie Bremerhaven oraz prezenty), a Wam drodzy kibice za wierne towarzyszenie na każdym odcinku drogi podczas tej wyprawy. 🤗 Do zobaczenia i usłyszenia.
Dzień 9 (5 maja 2018, sobota). Ostatni dzień wyprawy powoli zbliża się ku końcowi. Jesteśmy na autostradzie, która z każdym przejechanym kilometrem zbliża nas do Torunia. Zostawiamy za sobą Bremerhaven. Rower spoczywa w bagażniku samochodu. Pokonał on dystans 834,85 km w czasie 39:32:50, ze średnią prędkością 21,07 km/h. Trzecia wyprawa rowerowa miała i ma jak najbardziej rodzinny charakter, bo oferowała ogromną porcję radości ze spotkania z wujostwem i kuzynami. Cieszę się, że mogłem tutaj być. 😊

4 May 2018

Muzeum Emigracji.
Bremerhaven. W centrum handlowym stylizowanym na włoską ulicę z przylegającymi do niej kamienicami.
Dzień 8 (4 maja 2018, piątek). Kilkugodzinny wypad do centrum miasta pozwolił na stwierdzenie o ilości i wielkości zmian, jakie zaszły tu od czasu lat 90-tych ubiegłego wieku.

3 May 2018

Bad Baderkesa.
Dzień 7 (3 maja 2018, czwartek). Spać udaliśmy się dzisiaj i dzisiaj także zwiedzamy okolice. Co prawda nie rowerem, lecz samochodem. Przedstawiam Wam spokojne miasteczko Bad Baderkesa.

2 May 2018

Krótkie podsumowanie dnia. Dystans - 88,33 km, czas pracy roweru - 4:35:19, średnia prędkość - 19,44 km/h. Prędkość maksymalna - 41,20 km/h.
Koniec podróży. U cioci Gizeli i wujka Janka.
Wezera.
74 km. Bremerhaven - portowe miasto. Podnoszony most po lewej.
71 km. Dzielnica Grünhof.
67 km. Już prawie na miejscu. 😁
59 km. Wieś Sellstedt.
34 km. Za nami Bremervörde. Jest słonecznie, temperatura rośnie.
14 km. Budowa elektrowni wiatrowej.
Dzień 6 (2 maja 2018, środa). Wybrana przez nas miejscówka nie należała do najlepszych jeśli chodzi o zachowanie ciszy nocnej. Upatrzyli sobie ją również ci kierowcy, którzy postanowili zatrzymać się w sprawach własnej fizjologii, bądź fizjologii ich czworonogów. Nad ranem istna kostnica. Już w lodówce bywa cieplej. Palce kostnialy podczas przygotowania śniadania i roweru do dalszej podróży. Cztery stopnie powyżej zera.

1 May 2018

Krótkie podsumowanie dnia. Dystans -114,73 km, czas pracy roweru - 5:53:24, średnia prędkość - 19,57 km/h. Prędkość maksymalna - 48,56 km/h. Dzień przepełniony deszczem i przeciwnym wiatrem sprawił, że droga zakończyła się już tu: https://maps.google.com/maps?q=53.5143731+9.525566
Będąc tak blisko Bremerhaven mamy okazję cieszyć się już pierwszym spotkaniem z rodziną. Kuzyn Janek i jego żona Dominika nie omieszkali nas odwiedzić.
114,73 km. Koniec jazdy na dziś.
101 km. Znaki u nas niespotykane. Kieruję się drogą objazdową, gdyż główna jest w remoncie.
93 km. Coś dla kochanej żony. 😊
84 km. Południowe dzielnice Hamburga pozostawiamy za sobą. Pogoda nadal bez zmian.
57 km. Wieś Laßrönne. Poruszamy się wzdłuż Łaby w kierunku Hamburga. Wiatr i deszcz też tu można spotkać.
27 km. Lauenburg i rzeka Łaba.
Dzień 5 (1 maja 2018, wtorek). Osiem stopni i zimny wiatr. Wskoczyłem w długie portki i bluzę z długim rękawem. Założyłem też cieplejsze rękawiczki i nawet czapeczkę. Jesteśmy już po śniadaniu, bo wstaliśmy o 6:00. Wyruszamy niebawem. Jeszcze świeci słońce, ale to kwestia godziny, może dwóch. Będzie padać cały dzień, więc nie liczcie na dużą porcję fotek. Kiepsko się pisze, kiedy jest mokry ekran smartfonu, a po wtóre szybciej się wychładzam, kiedy robię częstsze przerwy. Niemniej jednak jestem nastawiony pozytywnie. Coraz bliżej Bremerhaven. W drogę!

30 April 2018

Krótkie podsumowanie dnia. Dystans -154,14 km, czas pracy roweru - 7:09:21, średnia prędkość - 21,54 km/h. Prędkość maksymalna - 48,71 km/h. O ile się nie pomyliłem, mamy za sobą ponad 630 km. Do celu pozostało 200. W wersji optymistycznej jestem w stanie przejechać taki dystans w jednej dzień. Po drodze są jednak trzy niedogodności. Po pierwsze Hamburg. Wielkie miasta potrafią w sposób mistrzowski spowolnić prędkość. Po drugie i trzecie - przeciwny wiatr i praktycznie ustawiczny deszcz. Pesymistyczna wersja rozbija podróż na dwa dni, przy czym jutro maksymalny dystans to 110-120 km. I tym, nieco niepewnym akcentem, kończę dzisiejszą relację. Kłaniam się i dziękuję za obecność na trasie. Jutro przekraczamy starą granicę pomiędzy wschodnimi a zachodnimi Niemcami. Trzymajcie się. Ps. Tu nas znajdziecie: https://maps.google.com/maps?q=53.387145+10.925045
Żurek z jajkiem i białą kiełbasą napełnił żołądki ciepłem i sytością.
154,14 km. Obóz nr 4.
137 km. Tego typu sprzęt często można spotkać w tych rejonach.
131 km. Hagenow. Miasto przyjęło mnie bezdeszczowo. Mimo przemoczonych portek jedzie się miło.
91 km. Zrobiło się płasko i deszczowo. Wiatr zaprosił kolegów. Tempo jazdy spadło poniżej 18 km/h.
81 km. Lotnisko Schwein-Parchin. Tak jak widzicie, jest pochmurno, ale ciepło.
70 km. Kończy się ścieżka i przychylny wiatr. Jedzie się trudniej.
52 km. Wieś Barkow. Pamięć o poległych w czasie I Wojny Światowej
46 km. Plau am See. Pomnik siewcy. Przetrwał III Rzeszę i czasy NRD. U nas pewnie byłby już wyburzony.
42 km. Zbliżamy się do miasteczka Plau am See. Co jakiś czas drobne opady deszczu symbolicznie mnie schładzają.
34 km. Wieś Stuer.
30 km. I mamy przelotny opad. Chmura nie wydaje się duża, więc przeczekam deszcz w samochodzie.
7 km. Jezioro Müritz - największe w Meklemburgii.
Dzień 4 (30 kwietnia 2018, poniedziałek). Pobudka tradycyjnie miała miejsce o 6:30. Potem nastąpiły czynności przygotowujące do wyjazdu. Tata zajął się śniadaniem i prowiantem, ja rowerem i odzieżą sportową. U nas wstał słoneczny dzień. Obawiam się jednak, że nie unikniemy przelotnych opadów. Ku woli ścisłości - jeszcze raz życzenia urodzinowe dla Ciebie, Pawle. 😁

29 April 2018

Chciałbym jeszcze napisać, że materiał informacyjny o naszej podróży, przygotowany przez Sławka, a wywieszony na tylnej szybie samochodu, wzbudza tu duże zainteresowanie, zwłaszcza na postojach w miasteczkach i wsiach. Ludzie podchodzą i zagadują. 😁 Ps. Tutaj śpimy: https://maps.google.com/maps?q=53.2957068+12.7853374
Krótkie podsumowanie dnia. Dystans -150,04 km, czas pracy mięśni - 6:15:35, średnia prędkość - 23,94 km/h. Prędkość maksymalna - 56,55 km/h. Udało się po raz trzeci osiągnąć cel i znaleźć idealne miejsce noclegowe; tak jakby nas już czekało. Pogoda znów pokazała swoją klasę, a wiatr pchał w plecy. Dzięki tym czynnikom oraz obecności ścieżek rowerowych, zwłaszcza pod koniec etapu, jechało się bardzo komfortowo. Cieszę się, że do Bremerhaven bliżej niż dalej. 😊 Chciałbym, tak jak zawsze, bardzo Wam podziękować za całe dobro od Was otrzymane. Tutaj, setki kilometrów od domu, ma ono znacznie większą wartość. Przepraszam, że zdarza się, że muszę usuwać zdublowane zdjęcia, a wraz z nimi Wasze wpisy i buźki. To wina Internetu, bo z nim pośród tych lasów i jezior, jest bardzo różnie.
Dziś na obiad makaron i kurczak w sosie słodko- kwaśnym. Jedynym minusem w tych specjałach to nadmierna wielkość porcji.
150,04 km. Koniec trasy na dziś.
131 km. Meklemburgia - raj dla rowerzystów.
128 km. To, o czym mówiłem wcześniej.
113 km. Oby więcej takich ścieżek w Polsce. Gładko jak po stole, ostrzejsze zakręty wyprofilowane i oznakowane dodatkowo słupkami. Śmiga się lekką ręką cztery dyszki na godzinę.
Trochę Wam pomogę. 😊 Otóż miejscowość ta nazywa się Feldberg. A dlaczego jest ona dla mnie taka ważna? Otóż mnie więcej, pi razy oko, to połowa naszego dystansu do Bremerhaven. Jakby na potwierdzenie tej tezy dwieście metrów dalej, tata wypatrzył słup milowy.
95 km. Dobrze, moi Drodzy. Teraz czas na zagadkę, a właściwie dwie. Gdzie jesteśmy teraz i dlaczego miejsce to jest takie ważne? Do dzieła.
Taki to medal zdobyła się w Toruniu. Wersję z pięcioma kilometrami zdobyła żona. 😉
75 km. Trochę ochłody w cieniu drzew.
68 km. Poprawa bandażu.
Pan Marcin Luter we własnej osobie.
60 km. Prenzlau. Na drogach pojawia się coraz więcej motocyklistów. Akurat jeden uciekł mi z kadru.
50 km. Autostrada do Lubeki. Niedzielny ruch bardzo znikomy, zarówno na drogach szybkiego, jak i wolnego ruchu.
46 km. Jedzie się dobrze. Łąki pachną kwieciem. Tereny pofałdowane.
28 km. Kraina wiatru.
20 km. Drogą na zachód.
15 km. Granica państwa.
11 km. U Gosi i Wojtka.
7 km. Gryfino
Dzień 3 (29 kwietnia 2018, niedziela). Życzę wszystkim biegaczom sportowej imprezy RUN TORUŃ świetnej pogody, lekkości biegu i zdobycia wymarzonego medalu. Oddzielne życzenia ślę mojej kochanej żonie Izie oraz Magdzie Wilczyńskiej i Robertowi Dynowskiemu, którzy będą uczestniczyć we wspomnianym biegu. Z kolei życzenia urodzinowe (chyba że to jutro 😊) kieruję w stronę Pawła Wilczyńskiego. Aby pogoda ducha nigdy Cię nie opuszczała. 🎂🍾

28 April 2018

Wiadomość z ostatniej chwili. Jutro o godzinie 9:00 jestem umówiony ze znajomą Gosią. Wiozę dla jej rodziny drobne upominki z Torunia. Postaram się też u niej przesunąć mapę w swoim GPS-ie. W tym celu taszczę ze sobą laptopa. Ale o tym pisałem już podczas drugiej wyprawy rowerowej, więc znacie temat. Proszę się nie denerwować, jeśli jutro nie wyrobię 150 kilometrów.
Krótkie podsumowanie dnia. Dystans -150,18 km, czas pracy mięśni - 6:50:51, średnia prędkość - 21,86 km/h. Prędkość maksymalna - 49,49 km/h. Pogoda dopisała, wiatr nie był tak uciążliwy jak wczoraj. Zbliżyliśmy się do granicy. Jutro ją przekroczymy. Spotkaliśmy się dziś że Sławkiem, którego widok jak zawsze mnie uradował. Jeśli nie licząc uszkodzenia samochodu, to dzień można uznać za udany. Dziękuję za ruch w Internecie, Wasze buźki i komentarze. Nawet nie wiecie, jak tu fajnie się je ogląda i czyta. Tutaj noclegujemy: https://maps.google.com/maps?q=53.1919377+14.5362233
Obóz nr 2. Szef kuchni poleca dziś zrazy z ziemniaczkami. Najadłem się jak smok wawelski.
150,18 km. Koniec trasy na dziś. Odezwę się później z podsumowaniem.
138 km. Teraz jadę taką drogą. 😀
136 km. Stolica gminy Banie.
129 km. Gmina Banie. Droga S3.
128 km. Spotkanie.
115 km. Tak wygląda tutaj Polska.
109 km. Postój w drodze na Pyrzyce.
100 km. Samochód jest już naprawiony, a ja dopiero przejechałem 2/3 założonego dystansu.
89 km. Takie to niespodzianki przygotował brat. Dodatkowo oferuje nocleg na motorze albo pod nim. W kufrach już nie ma bowiem miejsca. 😉
https://maps.google.com/maps?q=53.2028333+15.277875
80 km. I kogóż tu można spotkać na trasie numer 160?
75 km. Choszczno. Z bagażnika zsunęła mi się butelka. Akurat pech chciał, że upadła na kamyk, dziurawiąc plastik. Muszę kupić ponownie napój.
64 km. Zdewastowany przystanek PKS w Suliszewie dał mi szansę na chwilę wytchnienia. Zakonserwowałem łańcuch i żołądek.
51 km. Jestem w Drawnie. W tutejszym sklepie kupiłem chleb, parówki i napój. Jedzie się bardzo dobrze, od kiedy skończył się las. Niedaleko rozpościera się Drawieński Park Narodowy. Ciekawi mnie, czy znajcie zwierzę, jakie jest jego symbolem.
41 km. Tam, gdzie większość samochódów staje się bezradna.
32 km. No i mamy awarię. Tata miał jechać asfaltem w kierunku Mirosławca, Kalisza Pomorskiego i Drawna. Tam też mieliśmy się spotkać, po tym jak zakończę przedzieranie się przez las. Niestety po drodze w samochodzie została uszkodzona miska olejowa, co uniemożliwia dalszą podróż czterokołowcem. Zamówiona została już laweta. W Drawnie będzie naprawiony samochód. Ponownie podróżuję samotnie. Po drodze będę musiał kupić prowiant, bo w plecaku mam tylko trzy batony i litr wody.
23 km. Po pożegnaniu się z tatą w Tucznie, moja droga prowadzi przez las. Jadę czarnym traktem, który daleko odbiega od utwardzonej nawierzchni. Niekiedy trzeba schodzić z roweru. Tempo jazdy drastycznie spadło.
17 km. Tuczno. Trochę historii.
17 km. Zamek w Tucznie. Pogoda wyśmienita. Jedzie się rześko, z lekkim wiatrem bocznym.
Dzień 2 (28 kwietnia 2018, sobota). Noc minęła spokojnie w akompaniamencie symfonii D-dur. Na szczęście zasnąłem szybko, zanim orkiestra przygotowała do kojcaswoje instrumenty. Spanie przygotowane przez tatę sprawdza się idealnie. Materac skutecznie izoluje od zimna. Spałem w samym śpiworze, bez koca i kołdry. Śniadanie istnie restauracyjne - jajecznica i kakao. Powoli przygotowuję się do drogi. Achillesy zabandażowane. O 7:45 powiniśny wyruszyć. Miłego dnia.

27 April 2018

Krótkie podsumowanie dnia. Dystans -176,93 km, czas pracy mięśni - 8:48:20, średnia prędkość - 20,07 km/h. Prędkość maksymalna - 44,36 km/h. Jutro wskakuję w lżejsze ciuchy. Wysłużone długie portki znowu się rozpruwają. Planuję przejechać minimalny dystans dzienny. Jeśli się uda zdobędziemy szturmem Gryfino. Stamtąd do granicy jest już bardzo blisko. Życząc wszystkim dobrej nocy, kończę dzisiejszą relację. Jeszcze raz dziękuję za Wasze pozytywne wsparcie. Ps. Tutaj mnie znajdziecie: https://maps.google.com/maps?q=53.1827+16.3604217
Obóz nr 1. Suszenie odzieży na rozgrzanej masce samochodu jest bardzo praktyczne.
176,93 km. Koniec podróży na dzisiaj. Za chwilę higiena, podsumowanie trasy, przygotowanie nowej i odpoczynek. Dziękuję za doping.
165 km. Kolejne województwo. Jejciu, ale ta Polska mała. 😉
160 km. Jaraczewo. Przystanek PKS.
149 km. Miasto Piła i jej spokojna rzeka Gwda.
133 km. We wsi Rzadkowo można podziwiać ciekawy mural.
132 km. Droga zrobiła się pagórkowata, co jest pewnym znakiem, że Piła jest coraz bliżej.
118 km. Sadownictwo ma się tu zapewnie dobrze.
104 km. Noteć.
98 km. Opuszczam nasze Kujawsko-Pomorskie. Wiatr mocno wieje. Jedzie się ciężko.
86 km. Droga łącznikowa oferuje bezkres krajobrazu i zapach rozrzuconego obornika.
79 km. Nakło nad Notecią. Pogoda słoneczna z zimnymi podmuchami. Jadąc rowerem jest akuratnie. Zimny wiatr stosownie chłodzi organizm.
78 km. Dzięki uprzejmości kierowcy koparki, za którą jechałem przez ostatnich sześć kilometrów, mogę podziwiać Kanał Bydgoski wcześniej niż planowałem.
64 km. Droga do Nakła wydaje się autostradą w porównaniu z zatłoczoną Bydgoszczą i jej brukowanymi ścieżkami rowerowymi. Robi się coraz cieplej. Trzeba będzie pomyśleć o zmianie stroju. Wiatr niestety zachodni.
43 km. Oto przykład schodkowej ścieżki rowerowej. Mówi się trudno, odpina sakwę i taszczy rower na wiadukt. Po drugiej stronie torów czynność należy powtórzyć w odwrotnej kolejności.
37 km. Bydgoska dzielnica Fordon.
24 km. Szkoła Podstawowa w Złejwsi Wielkiej.
19 km. Drogą nr 80. Parę kilometrów wcześniej Wheeler'em przekroczyłem 59000 kilometrów.
Dzień 1 (27 kwietnia 2018, piątek). No to zaczynamy.

26 April 2018

Dzień 0 (26 kwietnia 2018, czwartek). W dniu wczorajszym dane mi było wrócić z Getyngi, gdzie odbywała się dziesięciodniowa wymiana młodzieży pomiędzy Theodor-Heuss-Gymnasium, a Szkołą Podstawową im. Kornela Makuszyńskiego w Złejwsi Wielkiej. Dzisiejszy dzień poświęcony został w całości na gruntowne przygotowania do wyprawy rowerowej, która ponownie zaprowadzi mnie pod granicę Niemiec. Jutro o godzinie 6:00 rozpocznę swoją podróż. Dystans 850 km zamierzam przejechać w ciągu sześciu dni. Wiatr, według wstępnej prognozy, w większości przypadków będzie przeciwny temu pomysłowi. Deszcz pewnie dorzuci swoje trzy grosze. Na szczęście liczę na pogodną atmosferę panującą na tym blogu. 😁 Zapraszam do wspólnej zabawy i wytrwałości w komentarzach.

18 March 2018

CYKLOPUNKT mieszczący się przy Suwalskiej 22 w Toruniu, to najlepszy serwis rowerowy, jakiego znam. Potwierdzić to mogą setki pozytywnych opinii na portalach społecznościowych. Wujek Eman na spółkę z Doktorem Momank nie tylko posiadają fachową wiedzę na temat bicykli, ale i dar ich naprawiania. Fachowość i solidność są ich domeną. Tych dwóch specjalistów od rowerowej roboty, mogę polecić z czystym sumieniem. To magicy w swojej dziedzinie. Rower, po takim profesjonalnym serwisowaniu, pracuje wzorowo przez wiele tysięcy kilometrów.
III wyprawa rowerowa 27.04 - 05.05.2018. Zima powoli ustępuje miejsca na rzecz wiosny. Wraz z tą porą roku pojawia się sposobność zrobienia dłuższego, rowerowego wypadu. Cieszy mnie niezmiernie fakt, że wiosenny kalendarz oferuje taką możliwość. Celem wyprawy jest miasto położone w miejscu, gdzie Wezera szerokim gestem oddaje swoje wody Morzu Północnemu. Bremerhaven - bo o nim mowa - zamieszkuje moja rodzina po mieczu. Warto zatem zobaczyć, co porabiają moi bliscy. 😊 Oczywiście, jak się można było spodziewać, swoje siostry zamierza odwiedzić również mój tata, który zaproponował wspólną podróż. Szczerze mówiąc jest mi to bardzo na rękę z wielu powodów. Przede wszystkim będzie raźniej, szybciej i taniej. Początkowo, w przypadku samotnej podróży, planowałem powrót koleją. Teraz ominą mnie cztery przesiadki, nie mówiąc o problemie powiązanym z rezerwacją roweru. Ten z kolei musi jeszcze odbyć serwis w CYKLOPUNKCIE.